CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS

życie wokół mnie

środa, 04 lipca 2012

Na czas upałów zawiesiłam działalność życiową do minimum.
Trwam.... Nie zaprzątam głowy głębokimi myślami.
Najgłębsza sięga wody, od czasu do czasu przegryzki.
Jak żyć? 
:)

piątek, 23 grudnia 2011


Aby przy świątecznym stole nie zabrakło światła i ciepła rodzinnej atmosfery,
a Nowy Rok niósł ze sobą szczęście i pomyślność, życzy Irytek

sobota, 26 marca 2011

O 3.30 przypomniałam sobie, że rano o siódmej są kwalifikacje do jutrzejszego wyścigu F1. Przydałoby się zobaczyć, jak radzą sobie bez Kubicy chłopaki z Renault. Iść spać, czy dotrwać do rana? Poszłam spać, oczywiście z nastawionym budzikiem. Nie mogę sobie przypomnieć, czy dzwonił i czy ja go wyłączyłam, ale gdy moim oczom udało się wreszcie dojrzeć tarczę zegarka, była 8.10. W studio Polsatu panowie podsumowywali kwalifikacje. Szok pierwszy - Heidfeld dopiero 18! Szok drugi - Pietrow szósty:) Ależ się porobiło. Nie wiem, jak Kubica wytrzymał dzisiejszy poranek w łóżku. Pole position znów dla Vettela.
Moje plany na dzisiaj? Małysz, Małysz, Małysz :) I niech mi nikt nie próbuje wyskakiwać z propozycją na film. Dzisiaj pilot jest mój!

 

wtorek, 18 stycznia 2011

Śledząc wypowiedzi w mediach, odnoszę wrażenie, że w zależności od korzyści różnie próbujemy klasyfikować rodzaj lotu do Smoleńska. Raz, że to był lot cywilny, innym razem, że wojskowy. Kiedy kancelaria prezydenta Kaczyńskiego ubezpieczała lot, nazwano go państwowym i nie ubezpieczono pasażerów. Teraz, kiedy mamy zamiar zwrócić się do Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego, pałamy oburzeniem, gdy ta odpowiada, że jej sprawa nie dotyczy, ponieważ był to lot państwowy a nie cywilny.

Jakoś mnie to wszystko nie dziwi, nawet ta szykująca się kolejka rodzin po odszkodowania z budżetu państwa (konsekwencja braku ubezpieczenia, poza parą prezydencką!), oj, nie małe, nie małe. Typowy polski grajdoł. I patriotyzm odstąpił miejsce mamonie...

środa, 08 września 2010

Mamy Dzień kota, Dzień bloga, mamy i Dzień dobrych wiadomości, który przypada właśnie dzisiaj. Dobre wiadomości zazwyczaj są mniej sensacyjne od złych, dlatego trudno im się przebić. Dzisiaj się udało, akurat w swoje święto. Uwaga, wiadomość pierwsza: mecz z Australią był najlepszym meczem pod wodzą Smudy. Wiadomość druga: nasi piłkarze grali w stylu, jaki prezentowali na ostatnim Mundialu Niemcy, czyli narzucamy przeciwnikowi swój styl gry, na razie momentami, ale i Kraków nie od razu zbudowano. Jest tylko problem z wynikiem meczu, nijak się ma do dzisiejszego Dnia.

środa, 01 września 2010

Jestem po spotkaniu trzeciego stopnia, czyli twarzą w twarz plus badanie, z panią doktor. Chciałam jej się trochę pożalić, bo zebrało się tego trochę. Jednak wszystkiego co mi dolega nie mogłam opowiedzieć na jednej wizycie.  Najlepiej ujawniać jedną dolegliwość, lub dwie, nie więcej. Więcej lekarz nie obejmuje swoją uwagą i w sumie nie wiemy na co nas leczy, tak wynika z moich obserwacji i doświadczeń. Muszę się przyznać, że najbardziej by mi pasowało móc się leczyć bez przyjmowania leków. Nie mam do nich zaufania, dlatego zawsze, gdy dostaję nieznany mi specyfik, to dzielę dawkę na pół, zażywam i czekam, co się będzie działo. Jak nic, to biorę całą, a jeśli coś mi nie pasuje, to odstawiam, a połówka przecież nie uśmierci. Z czytaniem ulotek już skończyłam, bo nie miałabym się czym leczyć.
Dzisiaj pani doktor nie wiem dlaczego, bo przecież nie mam cukrzycy, doczepiła się do cukru. Ok. i tak nie słodzę picia. Mogę z cukru zrezygnować;) Zapytałam zatem o owoce, też są słodkie.
Banana mogę zjeść pół, a drugą połówkę może zjeść mąż. Z winogronami było jeszcze gorzej, już miałam zapytać, czy chociaż jedną kiść będzie mi wolno, a tu słyszę: - No przecież nie będzie pani jadła całej kiści! Ojojoj dobrze, że nie wypaliłam wcześniej. Owszem mogę, kilka kuleczek, im większe tym mniej:(
I tak w jednej chwili straciłam ulubione owoce, na pocieszenie pozostały mi jabłka. Jutro testuję nowy lek;)

sobota, 21 sierpnia 2010

W ubiegłym wieku, ....ależ to okropnie brzmi. Jednak życie na przełomie wieków postarza, trochę w jednym wieku, trochę w następnym, ale suma sumarum zawsze jest na niekorzyść;) Ale ja nie o tym chciałam, chciałam powiedzieć, że w ubiegłym wieku pasjami rozwiązywałam krzyżówki. Trwało to kilka lat. Głównie zmagałam się z "Rozrywką" i "Rewią rozrywki". Rozwiązywałam wszystko jak leci: krzyżówki, szarady, anagramy, homonimy itd. Łatwo nie było, do niektórych zadań podchodziło się przez kilka dni podgryzając po kawałeczku, zanim załatwiło ostatecznie. Moimi faworytkami były "Jolki" i "Z przymrużeniem oka". Lata minęły, postanowiłam przećwiczyć szare komórki, a nic ich tak nie pobudza do pracy jak wymagająca krzyżówka. Zaopatrzyłam się w moje wypróbowane przed laty tytuły (przetrwały!), usiadłam wygodnie i zabrałam się do przyjemnej pracy. Po chwili już wiedziałam, że zanim coś rozwiążę, muszę zrozumieć, o co chodzi, bo niby wszystko wygląda podobnie jak kiedyś, ale określenia do haseł są dziwnie formułowane, pełno neologizmów, mnóstwo kilkuwyrazowych rozwiązań. Nie zrażam się jednak, wpisuję, co wiem i coraz bardziej czuję się rozbawiona. "Dekorator wnętrz", hmm... stylista...nie pasuje, wyszło samo - wnętrzarz. Hehe, czyżbym coś w życiu przegapiła i nie zarejestrowała nowego zawodu, czy to kolejny neologizm? No, niech będzie. "Gawędzi przy ognisku", hmm...oprócz pospolitego gawędziarza nic mi do głowy nie przychodziło. Znów samo wyszło - bajarz. A dlaczego akurat przy ognisku? Pomyślałam przekornie. Bez ogniska bajać nie można? Wtedy pewno się gawędzi. Hihi...idźmy dalej..."Chwila, 5 minut"...wszystko co przychodziło mi na myśl, nie pasowało, lub wydawało się nielogiczne. Znowu samo wyszło - moment! O, to protestuję! Ja wiem, że chciałoby się czasami, aby chwila trwała wiecznie, ale moment na pewno nie trwa 5 minut. I ostatnie hasło na dzisiaj: "Wydech powietrza z płuc". Myślę, myślę, myślę....nic nie wymyśliłam. M. siedzi obok, ogląda film, może on coś wymyśli. Podrzucam mu pytanie, a on na to: - "fiuuu". Hahaha...że co?! Ze śmiechu nie mogę dopytać się, czy dobrze usłyszałam. Całe szczęście, że i tym razem rozwiązanie utworzyło się samo. M. niewiele się pomylił, hasło brzmiało: CHUCH :))) 
Cieszę się, że powróciłam do krzyżówek, nie tylko odświeżę szare komórki, ale i płuca przewentyluję. Uwielbiam się śmiać:)))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Customize.org