CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS

zmienne nastroje

poniedziałek, 31 października 2011

DZIEŃ ZADUSZNY

Kiedy miedzianą rdzą
Pożółkłych jesiennych liści więdną obłoki,
Zgadujemy, czego od nas obłoki chcą,
Smutniejące w dali swojej wysokiej.

Na siwych puklach układa się babie lato,
Na grobach lampy migocą umarłym duszom,
Już niedługo, niedługo czekać nam na to,
Juz i nasze dusze ku tym lampom wkrótce wyruszą.

Jeżeli życie jest nicią - można przeciąć tę nić, 
I odpłynąć na obłoku niby na srebrnej tratwie...
Ach, jak łatwo, ach, jak łatwo byłoby żyć,
Gdyby nie żyć było jeszcze łatwiej.
 

                      Jan Brzechwa 

 

 

piątek, 12 lutego 2010

Dobrzy to ci, którzy zadowalają się marzeniem o tym, co źli naprawdę robią.

Platon

piątek, 24 kwietnia 2009
Mam zasadę, ze jeśli zaczynam coś czytać, to czytam do końca. Wczoraj dotarłam do połowy książki i powiedziałam sobie dosyć! Ani strony więcej. Męczyłam się nad nią okropnie, czując wręcz fizyczny ból. Powieść nie ma żadnej akcji. Jej treść to rozmowy pomiędzy obcymi sobie ludźmi, połączonymi wspólną wycieczką po Grecji. Rozmowy te niczego nowego nie wnoszą, są nużące i męczące. Po przeczytaniu stu stron, niewiele więcej wiedziałam niż po kilku pierwszych. Zdawkowe pytanie, zdawkowa odpowiedź. Żadnej głębi, żadnej refleksji dla czytelnika. Nie zdzierżyłam i zerknęłam na koniec. Do spotkanego przez naszych bohaterów w Grecji mężczyzny powraca dawno niewidziany syn. Czy dla tego faktu warto przebyć ten koszmarny maraton czytelniczy? Ja z niego wypadam. Tytułu i autora nie podam, bo nie warto. Ktoś spyta: to po co o tym piszesz? Hmm, dobre pytanie. Sama zaczynam się nad tym zastanawiać;) No, ale skoro już tekst jest, to niech zostanie. Mojego gniota można czytać za darmo;)

Kilka dni temu nabyłam nową pozycję o możliwościach Photoshopa. Książka cudeńko! Scott Kelby po mistrzowsku krok po kroku wyjaśnia zawiłości różnych efektów. Na razie poznaję je teoretycznie, siedząc karnie przy stole lub biurku. Książka ma jeden minus, jest w kategorii wagi ciężkiej. Kartki z papieru kredowego (przepiękne kolorowe ilustracje, to na plus;), solidna twarda oprawa, przykuły mnie wraz z książką, niczym średniowieczne łańcuchy do blatu stołu. Urocze zniewolenie:)
niedziela, 04 stycznia 2009
Kilka dni temu w rozmowie z Majaną pomieszałam "Casablankę" z "Gildą". Pomyliły mi się role główne, a raczej ich odtwórcy. Jednego zawsze będę pewna, w "Gildzie" niezapomnianą kreację stworzyła Rita Hayworth. W pamięci pozostała głównie dzięki tej scenie, którą można zobaczyć w poniższym fragmencie. (jako pierwsza). 

sobota, 20 grudnia 2008
Byłam w 3/4 prac nad nowym szablonem, kiedy pojawiła się myśl...a dlaczego nie? Dlaczego nie miałby być mój? Obiecałam dawno temu Blogowi nowa szatkę, poza tym obecna została już uznana za historyczną, a próba zrobienia nowej utknęła w połowie i ani drgnie. Przy pracach końcowych nad szablonem, utożsamiłam się już z nim całkowicie. Klamka zapadła, będzie mój. Kocurowi też powinny spodobać się te klimaty:)

Chciałam uprzedzić wszystkich, którzy korzystają z przeglądarki IE6, że mogą w stopce szablonu zobaczyć dziwnie układający się napis. Zamiast poziomo, pionowo. Dlaczego tak jest, nie wiem. Próbowałam to zmienić, nie udało mi się. W każdym razie na 40 testowanych przeglądarkach wszystko było w porządku. Na jednej jedynej IE6 nie. Taka z niej indywidualistka:)

PS IE6 została już ujarzmiona:)
wtorek, 23 września 2008
Blog ostatnio zawojowały teksty poetykie. Nie mogłabym nie wykorzystać takiej okazji. Sam autor dostarczył mi karmy, za co mu serdecznie dziękuję:) Dzisiejszy tekst jest piosenką, którą przed laty śpiewał Andrzej Rosiewicz na festiwalu w Opolu. Przepadam za kabaretowymi utworami, a jeśli są z gatunku "strasznych",  to podwójnie;)

muzyka: Bohdan Pieczyński 
słowa: Maciej Szwed 


    BALLADA MASOCHISTY 


Biczem długim, rzemiennym, 
w grube supły wiązanym 
sprawiam sobie niezmiennie 
straszne cięgi co rano. 
Puchną pręgi jak węże, ciało wije się w męce, 
tryska krew, na kafelki w łazience. 
La, la, lala, lala, lalala, la, la 
Tryska krew, na kafelki w łazience. 

Starym drutem kolczastym, 
zardzewiałym i tępym 
zrywam bandaż i plaster, 
szarpię ciało na strzępy. 
Przeokropny to widok, 
włos na głowie powstaje, 
co za ból, już gangrena się wdaje! 
La, la, lala, lala, lalala, la, la 
Co za ból! Już gangrena się wdaje! 

Na wiedeńskim serniku 
mam kolonię wirusów 
strasznych chorób bez liku: 
dżumy, świnki, tyfusu. 
W potłuczoną strzykawkę 
łyżkę tego nakładę, 
szybki ruch i wstrzykuję to w ........zadek! 
La, la, lala, lala, lalala, la, la 
Szybki ruch i wstrzykuję to w zadekcudownie! 

Z tego bólu podnietę 
jak ze źródła dziś czerpię 
żeby zostać poetą 
trzeba wiele wycierpieć. 
Maczam pióro w krwi ściętej, 
która broczy z mej pięty, 
piszę tekst nowej polskiej piosenki. 
La, la, lala, lala, lalala, la, la 
Piszę tekst smutnej, polskiej piosenki.
niedziela, 21 września 2008
Zajrzałam na stary blog i jedną z ostatnich notek był ten wiersz. Też była jesień, lecz innego roku. Jak ten czas pędzi...

            Jesień

Zanurzać zanurzać się 
w ogrody rudej jesieni 
i liście zrywać kolejno 
jakby godziny istnienia 

Chodzić od drzewa do drzewa 
od bólu i znowu do bólu 
cichutko krokiem cierpienia 
by wiatru nie zbudzić ze snu 

I liście zrywać bez żalu 
z uśmiechem ciepłym i smutnym 
a mały listek ostatni 
zostawić komuś i umrzeć

                          E. Stachura
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Customize.org