CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
środa, 08 września 2010

Mamy Dzień kota, Dzień bloga, mamy i Dzień dobrych wiadomości, który przypada właśnie dzisiaj. Dobre wiadomości zazwyczaj są mniej sensacyjne od złych, dlatego trudno im się przebić. Dzisiaj się udało, akurat w swoje święto. Uwaga, wiadomość pierwsza: mecz z Australią był najlepszym meczem pod wodzą Smudy. Wiadomość druga: nasi piłkarze grali w stylu, jaki prezentowali na ostatnim Mundialu Niemcy, czyli narzucamy przeciwnikowi swój styl gry, na razie momentami, ale i Kraków nie od razu zbudowano. Jest tylko problem z wynikiem meczu, nijak się ma do dzisiejszego Dnia.

środa, 01 września 2010

Jestem po spotkaniu trzeciego stopnia, czyli twarzą w twarz plus badanie, z panią doktor. Chciałam jej się trochę pożalić, bo zebrało się tego trochę. Jednak wszystkiego co mi dolega nie mogłam opowiedzieć na jednej wizycie.  Najlepiej ujawniać jedną dolegliwość, lub dwie, nie więcej. Więcej lekarz nie obejmuje swoją uwagą i w sumie nie wiemy na co nas leczy, tak wynika z moich obserwacji i doświadczeń. Muszę się przyznać, że najbardziej by mi pasowało móc się leczyć bez przyjmowania leków. Nie mam do nich zaufania, dlatego zawsze, gdy dostaję nieznany mi specyfik, to dzielę dawkę na pół, zażywam i czekam, co się będzie działo. Jak nic, to biorę całą, a jeśli coś mi nie pasuje, to odstawiam, a połówka przecież nie uśmierci. Z czytaniem ulotek już skończyłam, bo nie miałabym się czym leczyć.
Dzisiaj pani doktor nie wiem dlaczego, bo przecież nie mam cukrzycy, doczepiła się do cukru. Ok. i tak nie słodzę picia. Mogę z cukru zrezygnować;) Zapytałam zatem o owoce, też są słodkie.
Banana mogę zjeść pół, a drugą połówkę może zjeść mąż. Z winogronami było jeszcze gorzej, już miałam zapytać, czy chociaż jedną kiść będzie mi wolno, a tu słyszę: - No przecież nie będzie pani jadła całej kiści! Ojojoj dobrze, że nie wypaliłam wcześniej. Owszem mogę, kilka kuleczek, im większe tym mniej:(
I tak w jednej chwili straciłam ulubione owoce, na pocieszenie pozostały mi jabłka. Jutro testuję nowy lek;)

sobota, 28 sierpnia 2010

"Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobić dobre pierwsze wrażenie"

Myśl znaleziona w zakamarkach netu, anonimowa.

sobota, 21 sierpnia 2010

W ubiegłym wieku, ....ależ to okropnie brzmi. Jednak życie na przełomie wieków postarza, trochę w jednym wieku, trochę w następnym, ale suma sumarum zawsze jest na niekorzyść;) Ale ja nie o tym chciałam, chciałam powiedzieć, że w ubiegłym wieku pasjami rozwiązywałam krzyżówki. Trwało to kilka lat. Głównie zmagałam się z "Rozrywką" i "Rewią rozrywki". Rozwiązywałam wszystko jak leci: krzyżówki, szarady, anagramy, homonimy itd. Łatwo nie było, do niektórych zadań podchodziło się przez kilka dni podgryzając po kawałeczku, zanim załatwiło ostatecznie. Moimi faworytkami były "Jolki" i "Z przymrużeniem oka". Lata minęły, postanowiłam przećwiczyć szare komórki, a nic ich tak nie pobudza do pracy jak wymagająca krzyżówka. Zaopatrzyłam się w moje wypróbowane przed laty tytuły (przetrwały!), usiadłam wygodnie i zabrałam się do przyjemnej pracy. Po chwili już wiedziałam, że zanim coś rozwiążę, muszę zrozumieć, o co chodzi, bo niby wszystko wygląda podobnie jak kiedyś, ale określenia do haseł są dziwnie formułowane, pełno neologizmów, mnóstwo kilkuwyrazowych rozwiązań. Nie zrażam się jednak, wpisuję, co wiem i coraz bardziej czuję się rozbawiona. "Dekorator wnętrz", hmm... stylista...nie pasuje, wyszło samo - wnętrzarz. Hehe, czyżbym coś w życiu przegapiła i nie zarejestrowała nowego zawodu, czy to kolejny neologizm? No, niech będzie. "Gawędzi przy ognisku", hmm...oprócz pospolitego gawędziarza nic mi do głowy nie przychodziło. Znów samo wyszło - bajarz. A dlaczego akurat przy ognisku? Pomyślałam przekornie. Bez ogniska bajać nie można? Wtedy pewno się gawędzi. Hihi...idźmy dalej..."Chwila, 5 minut"...wszystko co przychodziło mi na myśl, nie pasowało, lub wydawało się nielogiczne. Znowu samo wyszło - moment! O, to protestuję! Ja wiem, że chciałoby się czasami, aby chwila trwała wiecznie, ale moment na pewno nie trwa 5 minut. I ostatnie hasło na dzisiaj: "Wydech powietrza z płuc". Myślę, myślę, myślę....nic nie wymyśliłam. M. siedzi obok, ogląda film, może on coś wymyśli. Podrzucam mu pytanie, a on na to: - "fiuuu". Hahaha...że co?! Ze śmiechu nie mogę dopytać się, czy dobrze usłyszałam. Całe szczęście, że i tym razem rozwiązanie utworzyło się samo. M. niewiele się pomylił, hasło brzmiało: CHUCH :))) 
Cieszę się, że powróciłam do krzyżówek, nie tylko odświeżę szare komórki, ale i płuca przewentyluję. Uwielbiam się śmiać:)))

wtorek, 17 sierpnia 2010

Dzwoni telefon. Młody podnosi słuchawkę.

- Słucham, kto mówi? A, dzień dobry pani. Czy mamusia ma dziś imieniny? /Widzę, że oczy robią się mu okrągłe i pytająco patrzą na mnie./

- Imieniny? Ja? Nie, nie mam. - podpowiadam cicho Młodemu.

- Mamusia nie ma dziś imienin - mówi do słuchawki.

- Ale zaraz, zaraz, przecież teraz mamy sierpień, jeśli 17-ty, to mam! Jest 17-ty, mam imieniny! -
- wołam, sama zaskoczona odkryciem.

- Mamusia mówi, że jednak ma. Tak, już jej podaję słuchawkę. 

Tym to sposobem sąsiadka przypomniała mi o moim święcie :) Prawdę mówiąc, w rodzinie obchodzimy urodziny, ale życzenia chętnie odbiorę każdego dnia :)

piątek, 13 sierpnia 2010
wtorek, 27 lipca 2010

Dziękuję za sympatyczne pełne troski komentarze, pisane w czasie kiedy powaliły mnie upały. Dobrze, że już mamy je za sobą. Nie będzie trzydziestek, temperatura ok. 25 stopni jest najlepszym rozwiązaniem na piękne lato.
A pro po trzydziestki. Wchodzi jednego z tych upalnych dni M. po pracy do domu i mówi: - Jaki tu przyjemny chłodek! Na dowód pokazuje mi gęsią skórkę na rękach. Zerkam na termometr na ścianie - 30 stopni! No cóż, przy tym skwarze na zewnątrz to i 30 może być orzeźwiające. Chłodek ów obniżałam przez dwa pochmurne dni. Kiedy w mieszkaniu zrobiło się 27 stopni, wróciły upały.
Czy wyrażałam się kiedy źle o zimie? Jeśli tak, to wycofuję te słowa. Nie, ja nie nadaję się do tropików, oklapnięta na nic nie miałam ochoty ani siły. Młody natomiast w największym skwarze pognał na Wawel, oglądać wystawę grunwaldzką. A jedź dziecko, jedź, na tyle mnie tylko było stać i to w myślach. Jak postoisz w kolejce po bilet, to odechce ci się kulturalnych wrażeń. Po kilku godzinach wrócił, wdzierając się w mój zbolały świat ze swym tryskającym zadowoleniem, tłumów nie było, sam na sam, wspólnie z panią przewodnik zwiedzili wystawę. Nawet o mnie pamiętał - przyniósł mi stos gazetek wawelskich (nie miałam pojęcia o ich istnieniu) i różnych folderów do poczytania. Taak...akurat tego mi trzeba było;)
Ech, młodość...

 

Customize.org