CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
sobota, 26 września 2009

Wyrwałam się z Afryki, aby skrobnąć notkę i tym samym dać znać, że jeszcze żyję. Po Afryce podrózuję literacko, po prostu czytam i czytam o niej. Coś mnie wzięło na egzotykę. Młody wybierał się do biblioteki, to ja myk do komputera złożyć zamówienie na własne książki. TomekzLasu na swym blogu ostatnio ciekawe poleca, więc postanowiłam kilka przeczytać. Książki już na mnie czekały, ale Młody przyniósł mi tylko jedną, bo drugą się wstydził. On nie będzie chodził wypożyczać do dziecięcej (okazało się, że tam była;), poza tym miała ogromne litery, jak dla dzieci. Po pierwsze to nie tylko dziecięca, ale i dla młodzieży, a po drugie, trzeba było powiedzieć, że to dla mamy;) Tym bardziej jestem ciekawa tej książki:)



Ten obrazek nie pochodzi z czytanej przeze mnie książki, lecz z tej oto stronki http://www.obrazky.pl/

piątek, 11 września 2009

O czym można pisać we wrześniu. W tym miesiącu nasuwa się tylko jeden temat – szkoła. Temat tak szeroki, jak i skomplikowany, a na dodatek bardzo stresujący. Tak, tak, to bardzo stresująca instytucja. Stresują się wszyscy: uczniowie, rodzice i nauczyciele. Jaka to część społeczeństwa dokładnie nie wiem, ale spory kawałek jest.
Nauczycieli zaczyna ssać w żołądku już w połowie sierpnia. Szkoła to miejsce ich pracy, każdy się stresuje, gdy kończy mu się urlop, bez względu na swój zawód. A jak dodamy do tego niewiadomą, jakie roczniki zasilą szkołę, czy dobre, czy znowu słabe, jak wypadną kolejne testy, to zrozumiały jest niepokój nasilający się w nauczycielskim sercu.
Z obserwacji wnioskuję, że w stresowaniu się nauczycieli wyprzedzają jednak rodzice. Okołoszkolne zakupy niejedną rodzinę zdołowały na dłużej. A to dopiero przedsmak tego co nadchodzi, a raczej kroczy wielkimi krokami, a imię jej WYWIADÓWKA. Pierwsza wrześniowa, jeśli tylko udało nam się uniknąć łapanki do trójki klasowej, to możemy z rozluźnieniem wysłuchać nawet sum, które przyjdzie wysupłać w ciągu roku z portmonetki. W kolejnych miesiącach nie będzie już tak lekko. Nie jeden rodzic na spotkanie klasowe będzie miał pod górkę. Kto z nas lubi przez godzinę kulić się w ławce niczym uczeń i spijać z ust wychowawcy wypływającą gorycz, tudzież wysłuchiwać żale. Najpierw zbiorowo, a potem indywidualnie. Czyż nie przyjemniej by było usłyszeć od czasu do czasu coś miłego na temat każdego ucznia, wszak każdy ma w sobie coś pozytywnego. Ale widać nie. Czy to wina rodzica, że wydał na świat potomka w nieodpowiednim roku? Słaby rocznik, to częste wytłumaczenie nauczycieli słabych wyników w nauce. Toteż rodzic w drodze powrotnej miętosi w sobie ten ładunek złych informacji, miętosi, w domu pozostaje mu już tylko eksplodować bombą wszystkich rażącą.  
Prawdę mówiąc, to rodzic czasami ma ochotę wygarnąć na wywiadówce, co myśli o szkole, co mu się nie podoba, ale się boi, strach paraliżuje. Jest to zrozumiałe, bo iluż śmiałków postawi się szefowi w pracy. Nauczyciel to nie szef, ale podległość jakaś jest, uczy nasze dziecko! I przez tę nieśmiałość współpraca rodziców ze szkołą ogranicza się do sponsorowania przez nich imprez bądź pieczenia ciast przez mamy. I tu mój apel. Rodzice, domagajcie się większego wpływu na pracę szkoły, macie do tego prawo!
To taka mała dygresja, wracam do tematu. Kolej na dzieci. A czy one się stresują? Prawdę mówiąc nie powinny. Jeśli są dobrym rocznikiem, to nie mają czym się martwić. A jeśli słabym, to tez nie, bo jak w tragedii antycznej, wisi nad nimi fatum, co by nie zrobić, nie będzie dobrze. Poza tym, że za kilka miesięcy znów będą wakacje:)

poniedziałek, 07 września 2009

Czy ktoś pamięta jeszcze film "Sanchez i jego dzieci"? Niesamowita muzyka przewijająca się przez całą fabułę, robiła wrażenie. Chętnie oglądnęłabym go ponownie.

 

Customize.org