CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
niedziela, 30 września 2007
Prawda, miałam dokończyć o schodach. A to może jutro, dziś o czymś świeższym.
Do czwartej nad ranem siedziałam przed komputerem i projektowałam szablon. Cichutko, spokojnie, jedynie przy oświeconej lampce biurowej. Na uszach słuchawki, w uszach muzyka, przed oczami wizja nowego szablonu. Przyjemnie mijał czas.
Teraz będę nieskromna, ale niech tam, od czasu do czasu można;) Połączenie czerni z brązem i szarością zachwyciło mnie. Całość tworzyła klimat i pięknie się prezentowała. Zadowolona położyłam się spać. Rano o dziewiątej zaglądam na Bloxa i klops. W świetle dziennym (jeszcze słońce zaświeciło) brązów, z których byłam tak dumna, prawie nie było widać.
Do licha, przecież nie wydawało mi się w nocy, był naprawdę ładny. O, nie będę tyle pracy marnować, pomyślałam. Tak zostanie i zabrałam się do zrobienia drugiej, jaśniejszej wersji.
A może ktoś wieczorem spojrzy na niego i też mu się spodoba? Wcale nie musi się w nim pisać, niech sobie jest.
W ten sposób zamiast jednego, powstały dwa. Nazwałam je "Szablon z gałązką" i "Bliźniak". Ten z gałązką polecam na wieczór i to przy odpowiednim oświetleniu;)
tutaj :)
sobota, 29 września 2007
Schody pełnią różnorakie funkcje. Realne i symboliczne. Mogą być utrapieniem, gdy winda zepsuta, a mieszkamy w wieżowcu, mogą podkreślać naszą lekkość i wdzięk, gdy z nich sfruwamy, ale też są symbolem nadchodzących trudności. Mówimy wtedy, "zaczynają się schody".
We mnie schody budzą lęk a niekiedy, strach. W dzieciństwie z domu wychodziłam, zjeżdżając po poręczy, a potem masochistycznie wyobrażałam sobie, jak z nich spadam. W szkole zjeżdżało się dłużej, dopóki nie założono na balustradzie bolców. Zresztą w tej szkole kolega zepchnął mnie ze schodów tak nieszczęśliwie, że wypadłam wprost na ulicę, lecz na tyle szczęśliwie, że zatrzymałam się na barierce, w tym celu zamontowanej.
Tak oto sama i przez przykre doświadczenia budowałam w sobie lęk przed schodami.
Robiłam to tak skutecznie, ze kilka lat później z trybuny skoczni narciarskiej w Zakopanem schodziłam na czworakach, ale odwrotnie, czyli pupą po stopniach. Do dziś wspominam to jako koszmar. Oczami wyobraźni widziałam, jak ześlizguję się miedzy prętami poręczy i spadam w dół. Wcześniej oczywiście sprawdziłam, czy to jest możliwe.
Ech, muszę przerwać pisanie notki. O schodach, na których dostawałam ataków śmiechu opowiem później.
czwartek, 27 września 2007
- O, śliweczki! - ucieszyłam się na ich widok. - Skąd wiedziałeś, że mam na nie ochotę?
- To do ciasta - odrzekł M. - Znajdź mi jakiś przepis, to później upiekę.
Czy trzeba mi dwa razy powtarzać? Żwawym krokiem ruszyłam do komputera. Ma się przecież zaprzyjaźnione blogi kulinarne:) Od Nougatine i Dorotus ściągnęłam kilka przepisów i pięknie je wydrukowałam. To miał być mój wkład w ciasto. Popieram oddolną inicjatywę, doceniam i nie mieszam się;)
W tym miejscu powinno widnieć zdjęcie placka, lub chociaż opis jak smakowało. Niestety, Młody w międzyczasie podjadł trochę śliwek. W końcu zgodnie stwierdziliśmy, że nie nadawały się do ciasta, bo pestki źle odchodziły. Poza tym zniknęła pokusa na dodatkowe kalorie. Nie ma tego złego...:)
wtorek, 25 września 2007
Przyglądam się swojemu szablonowi i dochodzę do wniosku, że wymaga kilku poprawek. Nie będę zmieniać szaty graficznej, bo do tej decyzji jeszcze nie dojrzałam. Nie dlatego, że kota byłoby mi żal. Akurat ten kot nie wywoła we mnie nostalgii. Jest mało wyrazisty. Na plus dla niego przemawia doskonałe wkomponowanie się w resztę. Już kilka razy przymierzałam się do wymiany na innego kocurka, ale lenistwo odradzało mi ten krok. Potem trzeba by pewnie dopasowywać kolory, rozmiary, a mnie się nie chce.
Jeśli naniosę poprawki, to jedynie w wąskiej szpalcie. Nie lubię, gdy jest zbytnio rozciągnięta. Może jakieś nowości wprowadzę. Najpierw jednak muszę dokończyć robienie katalogu szablonów, bo one też przyczyniają się do rozciągania owej szpalty. Ale tak mi się nic nie chce...a gdyby tak zasnąć jak miś snem zimowym, przespać te wszystkie krótkie, deszczowe, mroźne, zasypane, zawiane i oblodzone dni i obudzić się w odpowiedniej porze...:)
niedziela, 23 września 2007
Od polityki robi się już niedobrze, może lepiej na jakiś czas porzucić gazety, telewizję i rozejrzeć się uważnie wokół siebie. Nawet ja, chociaż nie lubię jesieni, dostrzegam i doceniam jej piękno.

 
              ***
Klon krwawy i żółta lipa
liście, listeczki sypią.
Zrzuca je ptak lecący,
strąca osa niechcący.
Wiatrowi na płacz się zbiera,
że liście się poniewiera;
chodzi dołem i górą
i zbiera je oburącz,
i płacze nad nimi deszczem,
po gałęziach je mokrych wiesza.
Nic z tego ... Oczywiście.
Potem mówią, że wiatr zrywa liście.

              Kazimiera Iłłakowiczówna

piątek, 21 września 2007
Tomasz Lis został odsunięty od kierowania "Wydarzeniami" Polastu. Macierewicz znalazł haka na Solorza i ten poświęcił jednego z najlepszych dziennikarzy. Wiadomo od dawna, że Lis był solą w oku PiSu. PiS oczywiście będzie w wywiadach zaprzeczać, że to ich sprawka, ale ciekawe, że w dniu odejścia Tomasza Lisa, Polsat otrzymał pozwolenie na przeprowadzenie światłowodu ze stacji do Sejmu. Starał się o nią bezskutecznie od kilku miesięcy. Żenujące i smutne zarazem jest to, że ludzie wywodzący się z opozycji walczącej o wolność słowa, stosują metody szantażu, haków, zastraszania. Do tych przewinień dołożyć należy jeszcze wykorzystywanie policji przeciwko przeciwnikom politycznym, nie liczenie się z konstytucją, podważanie autorytetu Trybunału Konstytucyjnego. W myśl zasady, cel uświęca środki. Przypuszaczam, że nie jednemu, kto chociaż trochę angażował się w PRLu w prace opozycji, robi się teraz wstyd za PiS. Mnie jest wstyd.
środa, 19 września 2007
W całym domu mam tylko jeden kwiat doniczkowy i to tez tylko dlatego, ze osoba dająca mi go nie wiedziła o alergii Młodego. A może jeden nie zaszkodzi, pomyślałam i postawiłam go na regale. Miał tam chyba za mało światła, bo łodyżki się wydłużyły, a liście zmieniły barwę. Za mało chlorofilu stwierdziłam i przeniosłam go na parapet okienny. Kwiatek dosyć pospolity, pamiętam z dzieciństwa. Zawsze rósł taki w domu, niestety zapomniałam jak się nazywa. Z siostrą mówiłyśmy na niego "Głupi Jasiu", też nie mam pojęcia dlaczego. Nigdy nie kwitł, toteż wielkim zaskoczeniem były dla mnie trzy małe różowe kwiatuszki, które kilka dni temu zobaczyłam. Mizerniutkie to to, ale urocze. Żywot kilkugodzinny. Zdążyłam zrobić mu zdjęcia. Ręce trzęsły mi się z wrażenia i z kilku do pokazania nadaje się jedno;), zresztą marnej jakości. Ale co tam, kwiatuszka widać:)

 
1 , 2 , 3
Customize.org