CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
wtorek, 27 lipca 2010

Dziękuję za sympatyczne pełne troski komentarze, pisane w czasie kiedy powaliły mnie upały. Dobrze, że już mamy je za sobą. Nie będzie trzydziestek, temperatura ok. 25 stopni jest najlepszym rozwiązaniem na piękne lato.
A pro po trzydziestki. Wchodzi jednego z tych upalnych dni M. po pracy do domu i mówi: - Jaki tu przyjemny chłodek! Na dowód pokazuje mi gęsią skórkę na rękach. Zerkam na termometr na ścianie - 30 stopni! No cóż, przy tym skwarze na zewnątrz to i 30 może być orzeźwiające. Chłodek ów obniżałam przez dwa pochmurne dni. Kiedy w mieszkaniu zrobiło się 27 stopni, wróciły upały.
Czy wyrażałam się kiedy źle o zimie? Jeśli tak, to wycofuję te słowa. Nie, ja nie nadaję się do tropików, oklapnięta na nic nie miałam ochoty ani siły. Młody natomiast w największym skwarze pognał na Wawel, oglądać wystawę grunwaldzką. A jedź dziecko, jedź, na tyle mnie tylko było stać i to w myślach. Jak postoisz w kolejce po bilet, to odechce ci się kulturalnych wrażeń. Po kilku godzinach wrócił, wdzierając się w mój zbolały świat ze swym tryskającym zadowoleniem, tłumów nie było, sam na sam, wspólnie z panią przewodnik zwiedzili wystawę. Nawet o mnie pamiętał - przyniósł mi stos gazetek wawelskich (nie miałam pojęcia o ich istnieniu) i różnych folderów do poczytania. Taak...akurat tego mi trzeba było;)
Ech, młodość...

 

czwartek, 15 lipca 2010

Żyję, ale ledwo zipię. Myśli się topią niczym lody, trudno je składnie zebrać. Oklapłam, nie walczę z siłą grawitacji. Czekam na świeższy powiew. Obiecuję odpisać na wszystko. Wrócę z pierwszym chłodem:)

sobota, 03 lipca 2010

Starsi państwo zatrzymali się na obiad w restauracji przy autostradzie.
Po posiłku kobieta zapomniała zabrać ze stolika swoich okularów
i przypomniała sobie o nich jakieś 30 kilometrów dalej. W drodze powrotnej
mąż wyzywał ją od najgorszych:
- Ty zapominalska głupia babo, przez ciebie nigdzie nie dojedziemy!
Szkoda, że nie zapomniałaś własnej głowy!
A kiedy już dojechali do restauracji i żona pokornie wysiadła z samochodu,
by zapytać o zgubę, mąż rzucił przez okno:
- I przy okazji weź moją czapkę...

***

Miś i zając otwierają zakład fryzjerski, jako pierwszy klient pojawia się kangur ... 
Zając bardzo przejęty strzyże tego kangura i oczywiście zaciął go, podchodzi miś, chce walnąć zająca, ale zając się schylił i kangur dostał w łeb ... 
Zając strzyże dalej i znowu zaciął kangura, przychodzi miś, próbuje go uderzyć, ale znowu dosięgnął kangura. Zestresowany zając dalej tnie kangura, tym razem odciął mu ucho, a kangur na to:
- Zając weź kopsnij to ucho pod szafę bo mnie misiu zabije...

Customize.org