CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
wtorek, 31 lipca 2007
Wiem, ze powinnam być szczęśliwa, że mogę pisać notkę, bo wczoraj nawet to nie było mi dane. Wiem, ze nie tylko mnie to dotknęło, ale wiem też, że nie wszystkich w jednakowym stopniu. Nie wiem, może to szło według loginów, bo mam kilka blogów i żaden nie został oszczędzony. Ostatecznie, pomyślałam sobie, nie muszę grzebać w CSS, to jednak jakaś fanaberia i nie będę z tego powodu robić larum. W tym czasie załaduję sobie na blogi nowe pliki, będą przygotowane do późniejszych działań. Niestety, stąd też mnie skutecznie wylogowało. Cóż, pozostanę przy tym, od czego zaczęłam, czyli poprzestanę na pisaniu bloga, wszak po to one głównie są.
Ha, może i tak, gdyby i z edycji mnie nie wylogowywało.
A o co chodzi? O to, że na bloxie są w czasie "upgradu oprogramowania i wszystko się może zdarzyć" (!?) A nie uprzedzano blogowiczów, aby niepotrzebnie nie uprzedzać zdarzeń, wszak mogło bezproblemowo się "upgradować". Mleko jednak się rozlało i należałoby coś wyjaśnić, a nie uparcie milczeć. Ja np. chciałabym wiedzieć, kiedy będę mogła używać z sasobów bloga plików i kolejne tam ładować. Chciałbym też wiedzieć, kiedy po kliknięciu w "zatwierdż zmiany" te zmiany zostaną zatwierdzone. Admini natomiast powinni wiedzieć, że najbardziej irytujący dla człowieka jest brak informacji. Bardziej niż sama usterka. Wkurza mnie takie traktowanie ludzi.


Ooo..plik się załadował! Czyżby wracała normalność, czy to tylko szczęśliwy przypadek?
niedziela, 29 lipca 2007
Nie tak dawno dostałam ciekawe przewodniki po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Podobnie jak Finetka gromadzę je, a także mapy i plany miast. Jeśli jestem w jakimś mieście pierwszy raz, obowiązkowo kupuje jego plan. Innym żródłem są przyjaciele, zwłaszcza jeden, który wie, że mam podobnego bzika jak on i podrzuca mi co jakiś czas kolejne. Fantastycznie można się obłowić na targach turystycznych. Tam całe stosy pięknych folderów mozna zebrać na stoiskach. Problem się zaczyna, gdy trzeba je ze sobą taszczyć. Trudno pogodzić chęć posiadania z możliwością udźwigu. Czasami zbierane rzeczy przydają się w praktyce, częściej jednak zagłębiam się w nich dla przyjemności i studiuję mapy. Wiele jest już nieaktualnych, ulice pozmieniane, miejscowoaści rozrośnięte, to juz raczej wartośc historyczno-sentymentalna niż poznawcza.
Ze świeżych nabytków ucieszyłam się bardzo, zmartwiło mnie tylko to, że już nie mam ich gdzie schować. W szafkach po otwarciu ściana. Wyciągnięcie czegokolwiek, nie daje gwarancji na powtórne włożenie. Gołym okiem widać, że to wszystko upchnięte na ścisk, na wszystkich półkach podobnie, książki w trzech rzędach, dopasowane jak kamienne bloki piramidy. Żadnej szczeliny, wypełnienie po brzegi. Chodzę do biblioteki po ksiązkę, która jest w domu, aby nie rozgrzebywać tej misternej układanki.
Za każdym razm kiedy to widzę, zaczynam obliczać, jak na dwumetrowej ścianie pomieścić 8 metrów bieżących książek. I jeszcze jakaś komoda by się obok regału przydała. Bez nadziei, że to możliwe, zamknęłam szafkę, pomagając sobie kolanem.
Przewodniki muszą na razie gdzieś koczować.
piątek, 27 lipca 2007
Postanowiłam wreszcie pokazać, jeden z szablonów jaki przerobiłam z wzorcowego według własnego pomysłu. Czasami niewiele potrzeba zmian, aby zmienić wygląd. Pomysł krąży wokół obrazu. Jeśli mnie zainspiruje, to staram się mu dać oprawę. Jeśli nie, to nic nie zdziałam. Dlatego nie mogłabym robić szablonu na zamówienie. Muszę kierować się własnym gustem, nie lepszym, ale własnym. Jeśli się komuś końcowy efekt spodoba na tyle, że zechce na takim szablonie pisać, to będę się bardzo cieszyć. Ten, który dzisiaj można zobaczyć, w zamyśle miał być stonowany, wycieniowany, pastelowy. Uwaga ma się skupiać na interesującej jak mniemam grafice i części tytułowej. To jest pierwszy szablon z cyklu afrykańskiego. Ostatnio ten kontynent mnie zafascynował, więc będzie ich więcej. Wiem, że z przeglądarkami jest różnie i tego się właśnie obawiam, przykrych niespodzianek.
Szablon "Afrykńskie klimaty" jest tutaj: "Moje" szablony.


      
    Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć

Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć

W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

Jonasz Kofta


czwartek, 26 lipca 2007
Ok. 23.00 poprzez kody, boxy i CSSy przedarła się myśl, ze od kilku godzin na włączenie czeka pralka. Po drodze zahaczyłam o kuchnię, aby postawić „na gazie” herbatę w dzbanku. Dwie godziny prania, mam sporo czasu. Grzebiąc w szablonach, myślami byłam w skansenie w Wygiełzowie i na zamku w Lipowcu. Tak mi się ten Wygiełzów nasunął, bo tam się podobnie ekspresowo zwiedzało jak w Łańcucie. Bieganie od chałupy do chałupy przerwała mi kolejna myśl, że warto kuknąć na pralkę.
Było już po 1.00. Przełożyłam pranie do miski, chciałam wrócić przed komputer, kiedy mój nos wyczuł dziwny zapach. Lekko się zdenerwowałam, bo nie znoszę anomalii, kiedy przebywam w domu sama. Nie spalenizna, nie chemia, ale jakby coś od ziół…Kurcze, moja herbata w żaroodpornym dzbanku na gazie!!! Wpadam do kuchni, dzbanek cały czarny, w środku sucho. Plastikowa przykrywka mocno plastyczna. No to mam robótkę. Nie zostawię tego tak. Rano wraca M. z pracy. Ooo, to bym się nasłuchała…że się kiedyś zagazuję, a przy okazji dom spalę i sąsiadów, że to wszystko przez komputer, że nie mam umiaru, że dałabym sobie z tym spokój, bla bla bla... Nie! Trzeba się pozbyć śladów „przestępstwa”. Proszek „zapach mięta”nieco rozmazał ścianki dzbanka, nic poza tym. Kolejny, jakiś „power lemon”oczyścił je, ale dno jak było czarne, tak jest. Co za proszki teraz robią, dziadostwo i tyle. Ostatnia deska ratunku „Cif”(to moje remedium na wszelkie mocniejsze zabrudzenia), tym razem też zawiódł. O żesz..żebym ja sobie z durnym dzbankiem nie poradziła! Przecież nie pierwszy raz go spaliłam, zawsze dał się wyczyścić, teraz to chyba ta herbata w szkło się wżarła. Co to w ogóle za herbaty? Kto to robi? Nawet paznokciem drapiąc, śladów nie zostawiam. O 1.30 nie miałam już żadnego u prawej ręki. Ale tak się zawzięłam, tak mocno tarłam, że przed drugą dotarłam do dna, niestety czy to przez tę siłę czy z innego powodu, rączka przytwierdzona do metalowego paska, przekręciła się się tak niefortunnie, że aby być dobrze zrozumianą, użyję sposobu wojskowego. Gdy dzióbek dzbanka był na godzinie dwunastej, to rączka na godzinie trzeciej. Tak zostać nie mogło, bo wszyscy w rodzinie praworęczni i nic by się z niego nie dało wylać, najwyżej rozlać. Pomocowałam się z nią i o 2.10 zmęczona , ale pełna satysfakcji mogłam usiąść i odpocząć. Ślady zatarte. Jeszcze tylko zrobiłam w nim świeżej herbatki, z braku ciasteczek zjadłam małą kanapeczkę, zrobiłam manicure, zerknęłam na blogi i mogłam iść spać. Zdążyłam przeczytać jedną stronę książki, gdy nagle poczułam, że ktoś mnie budzi. M. wrócił z pracy, czyli jest po siódmej. – Znowu spaliłaś dzbanek – usłyszałam zza światów. – Daj mi spokój, okropną noc miałam - mruknęłam i odwróciłam się na drugi bok. Oj, fatalnie zacząłeś – przemknęło mi w podświadomości;)



Wnioski:  środki czyszczące zeszły "na psy", szkło jest coraz lepszej jakości.
środa, 25 lipca 2007
Chciałam zaprezentować szablon, który zrobiła dla mnie Auel.  Robiła go na moich oczach. Właściwie każda z nas robiła oddzielnie szablon z tym samym obrazkiem. Mój, po pierwsze, utknął na stronie komentarzowej, a po drugie, będzie cieniem. Utworzyłam w zakładkach nowy folder, w którym można go podziwiać, potem dojdą inne, już moje, gdy je ukonczę. Ten od Auel, niestety nie jest do pobrania. Chętnie sama bym swój podmieniła, ale czy pasuje zamieszczać w nim takie dyrdymały, o jakich ja piszę? No i co stałoby się z kocurkiem, który od początku za mną podąża. Do pobrania będzie ten, który ja zrobię, jeśli znajdzie się na niego amator;)  Że wyszłam na "psa ogrodnika"?  Ha, trudno. Czy nie mówiłam, że Irytek bywa wredny? A to temat przewodni szablonu zrobionego przez Auel. Cały w folderze  "MOJE" SZABLONY.

wtorek, 24 lipca 2007
Dzień dostosował się klimatem do nocy. Rozpoczął się informacją, ze termin do specjalisty znowu przepadł. Dziś nie odwiedzę pana doktora, kolejna wizyta w listopadzie. Jeszcze miałam nadzieję, że może da się namówić, ale gdzie tam, stanął na czele komitetu strajkowego, niczym na barykadzie. Nie ma szans, dla mnie łamistrajkiem nie będzie. Termin do kardiologa z kwietnia, przeniesiony na październik. Teraz inny specjalista proponuje mi listopad, w dodatku 13 tego. Pech za pechem. Czy ktoś jeszcze wie, że lekarze ciągle strajkują? Chyba oni sami i pacjenci tacy jak ja. A czym ja się denerwuję, przestanę chodzić po przychodniach, bedę się leczyć na oddziale ratunkowym. Ostatnio postawili mnie na nogi w ciągu trzech dni, nie używając żadnych leków! Cud:)  To dołożę zapowiadany desant;)


Dzieło Sarah Battle "Koty spadochroniarze" ;))
 
1 , 2 , 3 , 4
Customize.org