CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
piątek, 26 czerwca 2009

Przyszła burza, a po burzy zniknął internet, pomimo wyłączenia komputera na czas nawałnicy. Oj, jak ciężko bez tego okna na świat. Aby skrócić męki, zadzwoniłam na błękitną linię Neostrady. Pierwsza próba udana połowicznie, doszłam po sznurku poleceń aż do specjalisty, któy miał mi pomóc, lecz nie pomógł, bo się nie zgłosił. Potem było kilka prób nieudanych: nigdzie nie doszłam, bo automat uparcie twierdził, że mój numer telefonu jest niewłaściwy. Zaczęło się robić poważnie. Jak udowodnić automatowi, że się myli. A może to zemsta, za przeniesienie telefonu do konkurencji, już nawet takie mysli mi zaczęły chodzić po głowie. Zamiast numeru telefonu mogłam podać numer identyfikacyjny Neostrady, no ale przecież starym zwyczajem nie pamiętam. Nikt nie pamięta, choć komisyjnie przy świadkach wszystkie potrzebne dane pisałam na kartce, komisyjnie też zostały schowane, aby nie zginęły. Nie ma ich. przeszukaliśmy pół domu, bezskutecznie. Dodam, że te dane otrzymałam po długiej procedurze telefonicznej (po pierwszym zapomnieniu danych). Postanowiłam oszukać Błękitną linię i zadzwoniłam ponownie, ale tym razem klinęłam klawisz dla nowych nabywców. Poszło gładko, pan się zgłosił i nawet był bardzo miły. Sprawdził linię, w jakiś sposób łącze, przyjął interwencję, nadał jej numer i powiedział, że do 48 godzin będzie naprawione. Z tej szczęśliwości chlapnęłam, że w domu zawsze ktoś jest, godzina nie gra roli. I w tym momencie zrobiło mi się gorąco. Znając moje szczęście, zaczną mi naprawiać, gdy będę sama. Ja się na tym nie znam. Będą moze przez telefon dawać mi polecenia, a ja będę musiała coś robić, akurat!. Szybko więc dodaję - Proszę pana, ale ja pod telefoniczne dyktando nie będę nic robić, ja się na tym nie znam i nie tykam się tego. Pan na to, że nie, absolitnie, jak będzie trzeba to przyjedzie do mnie monter. Noooo, zrobiło się tak sympatycznie, że przyznałam się na koniec do zgubienia wszystkich haseł, nazw, pinów, czy nipów. Nestety, muszę przejść kolejny raz procedurę ustalnia nowych danych, ale to już, gdy mi przywrócą internet.
A teraz najważniejsze: 11 godzina, dzwonek do drzwi, otwieram, a tu stoi pan z Neostrady (nie ten co wczoraj;), przyjechał sprawdzić na czym polega awaria. Diagnoza: wysiadł modem. Otrzymałam adres punktu, w którym dostanę nowy, za darmo.
Hmm, zaczynam się robić podejrzliwa, czy nie za sprawnie to wszystko poszło? Gdzie tkwi kruczek? W którym momencie wybuchnie bomba?

środa, 17 czerwca 2009
czwartek, 11 czerwca 2009

Rozgryzam pisanie tekstu w Fotofiltre. Opornie mi to idzie. Od razu sie przyznam, że nie udało mi się. Nie potrafię w jednym tekście zastosować dwóch rodzaji/rodzajów? czcionek. Zmienia mi się cały tekst, a nie jego fragment. Wpadłam na pomysł, aby zapisywać to, co już się ma, a dopiero przy kolejnym tekście w tym samym pliku dokonać zmiany. Działa, ale domyślam się, że to nie jest metoda właściwa. W małej przerwie pomyszkowałam po kuchni. Moi panowie zostawili kilka truskawek (były 2 kg!), rozgryzłam jedną...mm, pycha. Zjadłam resztę. Po czym przegryzłam je mufinkami z budyniem. Też dobre. Nad placuszkami z jabłkami się opamiętałam i zrobiłam grzecznie w tył zwrot.
Że też rozgryzanie programu graficznego nie idzie mi tak dobrze. Może lepiej coś sobie poczytam...

sobota, 06 czerwca 2009

Minęły obchody, mnóstwo dokumentalnych filmów i zdjęć z przeszłości. Na nich ogólnonarodowa radość. Czy można było tamte wydarzenia przeoczyć? A jednak. Dwadzieścia lat temu, była już jesień, przeżyłam chwile zdziwienia, niedowierzania, w końcu oburzenia. Spotkałam grupę dziewczyn, kwiat młodzieży, właściwie już kobiet, które nie wiedziały, że zmienił nam się ustrój. Mazowiecki? A kto to taki?
Zderzenie światów, w których żyłyśmy, było dla nas szokiem. Ja byłam zszokowana poziomem ignorancji, one patrzyły na mnie jak na dziwadło, czytające nieznaną im Gazetę Wyborczą, wtedy jeszcze ze znaczkiem Solidarności.
Historię tę opowiadałam w swoim środowisku jako anegdotę, ale w rzeczywistości jest smutna. Jeśli w czasach przełomu można było odwrócić się plecami, czegóż spodziewać się dzisiaj?

 

poniedziałek, 01 czerwca 2009

Spóźniona, z ociężałą głową (skutki przeziębienia) spieszę wszystkim dzieciom złożyć życzenia. Młody drąży temat od kilku dni, dopytuje, czy podobała mi się książka, jaką dostałam od niego na Dzień Matki;) Spryciul, krąży, krąży, a ja jeszcze nic dla niego nie mam. Dobrze, że dzisiaj wraca z uczelni wieczorem, to zdążę coś wymyśleć. Muszę, skoro dziecko w nim tak mocno się zakorzeniło;) 



A to oczywiście obrazkek autorstwa VLADSTUDIO.

Customize.org