CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
sobota, 30 czerwca 2007
Udało się!!! Wreszcie coś mi się udało bez pomocy. Zainstalowałam sobie na blogu zwijane archiwum. Jestem z siebie dumna! Autorem pomysłu i skryptu jest S.z.y.m.o.n. Na swoim blogu przedstawia ciekawe propozycje do zastosowania w szablonach. Jest niesamowity, w dodatku wszystko tłumaczy i udostępnia innym. Przy moich umiejętnościach tłumaczenie jednorazowe nie wystarcza, zazwyczaj korzystam z pomocy, a dziś było inaczej, dziś mam ochotę to oblać ;)))   Żartowałam ;)  Muszę jeszcze dokonać pewnych zmian kosmetycznych (zmienić kolory), ale na razie wolę niczego nie ruszać, jeszcze coś zepsuję;)



No tak, żebym się zbyt pewnie nie czuła, zostałam sprowadzona na ziemię. Inna rzecz mi się nie udała.
Chciałam wyróżnić komentarze autora, było to drugie podejście. A wydawało mi się to łatwiejsze od archiwum...
piątek, 29 czerwca 2007
                Ballada na urodziny  

Jakby nigdy nic brodzę już w smudze cienia
i widzę jak zachodzi słonko ojca i matki
jakby nigdy nic przyjaciół paru na cmentarzach
jakby nigdy nic kwitną na nich kwiatki

jakby nigdy nic słońce świeci innym
i kto inny ze światem się zżywa
jakby nigdy nic żartujemy pijemy
choć przy stole wciąż kogoś ubywa

jakby nigdy nic kolejna jesień mija
jakby nigdy nic życie ucieka
jakby nigdy nic robię dobrą minę do złej gry
i z nadzieją na jutro czekam
                                /Józef Baran, SDM/

Ktoś mi dał prezent na urodziny dwa miesiące przed czasem. Mała pomyłka:) Cieszę się z niej niezmiernie. Szczególnie, że to perfumy. W pięknym flakoniku. Z początku wydają się za mocne, jednak po chwili pozostaje lekko wyczuwalny zapach. Taki jaki lubię... Flakonik obiecałam przyjaciółce, zbiera. Oczywiście 
próżny;)
czwartek, 28 czerwca 2007
Właściwie powinnam iść już spać, ale ogarnęła mnie dziwna niechęć do uczynienia czegokolwiek, a już konkretnego ruchu w szczególności. Odczuwam smutek bez powodu, widocznie tak też można. Chyba pod wpływem mundurków szkolnych, które dziś tak często pokazują w TV, myśli moje krążą wokół czasów dzieciństwa. Lata, które dorośli nazywają beztroskimi, bo zapomnieli już ile wtedy ma się problemów, ile przeżywa niepewności. Wszystko na miarę człowieka. Gdybym mogła wybrać jeden dzień z minionych czasów i przeżyć go jeszcze raz, chciałabym znaleźć się u babci, konkretnie w jej spiżarni. Magiczne miejsce. Chłód, specyficzny zapach, mnóstwo słoików i garnków wypełnionych nieznaną mi zawartością. Podłoga poruszająca się pod stopami i różne miotełki wiszące na ścianie, które miały tak dziwny wygląd, że do dziś nie wiem co nimi można było robić. Jednak najważniejszym powodem, dla którego znowu chciałabym znaleźć sie w tej spiżarni, były placki. Leżały na półmiskach, a ja czekałam, aż babcia powie "chcesz może jednego?". Nigdy nie poprosiłam sama. Wiem, że były robione z ciasta drożdżowego, lecz nie pieczone, a smażone na patelni. Były pyszne. Mogłabym ich zjeść kilka, a musiałam zadowolić się jednym. Babcia nie była skąpa, ale uważała je za "bylejakie", dlatego nie proponowała więcej, a ja myślałam, że nie wypada prosić o jeszcze. Do dziś pamiętam smak i zapach. Ech, zjeść choć kawałek... brak mi placków z dzieciństwa.
wtorek, 26 czerwca 2007
Tak dawno nie pisałam o zamkach, najwyższy czas to nadrobić. Dzisiaj będzie o dwóch. Nie, to nie forma rekompensaty, po prostu wiele je łączy. Obydwa należały do księcia Władysława Opolczyka, jednak za sprzyjanie Krzyżakom, król Jagiełło siłą je odebrał. Bobolice od Mirowa dzieli zaledwie 1.5 km. Nawet na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej jest to ewenement. Podbno łaczą je tajemne przejścia. Dopóki ktoś ich nie odkryje, można przespacerować się drogą, podziwiając ruiny zamczyska widoczne przed sobą. Obydwie budowle są świetnie dopasowane do skał, niektóre komnaty wręcz w nich były wykuwane. Po najeździe szwedzkim warownie nie odzyskały już dawnej świetności. Jan III Sobieski, kiedy szedł z odsieczą na Wiedeń, zatrzymał sie w Bobolicach, musiał jednak rozbić namiot, gdyż stan zamku nie pozwalał na przyjęcie tak znamienitego gościa. Mimo to był zadowolony, o czym nie omieszkał napisać w liście do Marysieńki.


Zamek w Bobolicach

Każdy zamek w ciągu swego istnienia jest przebudowywany wielokrotnie, właściciele chcą przecież dostosować się do panującej mody, dodać wiele udogodnień. Tak było i z tymi warowniami, jednakże Mirów zachował średniowieczny charakter. Warto przyglądnąć sie jego owalnej baszcie. Nie jest to typowy dla baszt zamkowych kształt. Och, zapomniałabym o tak ważnym, bo dającym pewne nadzieje fakcie. Uwaga!
W XIX wieku w podziemiach bobolickiego zamku znaleziono ogromny skarb! Podobno to nie jest całość, reszta ma leżeć w korytarzu łaczącym te dwa obiekty. XIX wiek to jednak romantyczne stulecie...;)
Co jeszcze łączy te dwa miejsca? Wspólna legenda. Oczywiście każda strona ma swoją wersję. Początek jest zgodny. Było dwóch braci, tak podobnych, że aż trudnych do odróżnienia i tak ze sobą zżytych, że, no... po prostu papużki nierozłączki...uff, aż boję się skojarzeń;) Jeden mieszkał w zamku mirowskim, a drugi zajmował Bobolice. Do siebie chadzali owym podziemnym przejściem. Wszystko było w porządku do czasu wyprawy wojennej boboliczanina na Ruś. Po kilku latach wrócił z ogromnym skarbem i z branką, w której zakochał się także mirowiczanin. Skarbem sie podzielili, a o to który poślubi dziewczynę, ciągnęli losy. Wygrał brat z Bobolic. W tym momencie skonczyła się braterska miłość. Gdy pan z Bobolic wyjeżdżał, żona spotykała się w podziemiach z jego bratem. Na usprawiedliwienie jej trzeba dodać, że los był okrutny, bo pokochała nie tego, którego powinna. Gdy rzecz się wydała, mąż zabił brata, a żonę zamurował w lochach.
To była wersja babolicka, teraz trzeba dla równowagi poznać mirowską. Zażyłość i podobieństwo braci pokrywa się, ich bogactwo również. Skarby ukryli w lochach łączących oba zamki, strzegła ich czarownica o czerwonych oczach oraz zły duch wcielony w psa. Gdy z wojny boboliczanin przywiózł dziewczynę, z zazdrości zamknął ją w lochu i kazał pilnować czarownicy. Kiedy wiedźma odlatywała na sabat, przybywał pan z Mirowa pocieszać brankę. Zazdrosny brat usłyszał raz warczenie psa, zszedł do piwnic, ujrzał coś, co nie było dla jego oczu, wyciągnął miecz i zabił brata. Od tej pory zagłuszał trunkami sumienie, do czasu, gdy szalejąca burza raziła go piorunem. Dziewczyna ponoć nadal siedzi w podziemiach, czasem wychodzi na powierzchnię postraszyć napotkanych ludzi. To wszystko. Ta wersja wydaje mi się bardziej dramatyczna.
Na koniec dodam tylko, że obydwa zamki są rekonstruowane i stopniowo odbudowywane. Kilka lat temu Bobolice przeszły w prywatne ręce, a w ubiegłym Mirów. Te prywatne ręce, to dwaj bracia;)))


Ruiny zamku w Mirowie
poniedziałek, 25 czerwca 2007

Jak ważna jest miłość?


"Bardzo ważna!
Prawie tak ważna jak piłka nożna!"
(Bartuś lat 9)

Lepiej być samotnym czy w małżeństwie?

"Dla dziewczynek lepiej byc samotnym,
ale chłopcy lepiej, żeby byli ożenieni.
Ktoś musi po nich posprzątać, nie?"
(Asia, lat 9)
niedziela, 24 czerwca 2007
"Starych nie ma, chata wolna, oj będzie bal"...tak mogłabym po pewnej modyfikacji tekstu zaśpiewać za Laskowikiem. Ale nie zaśpiewam, balu nie będzie, bo muszę rano wcześnie wstać. Nawet nie myślałam o balu, miałam cichą nadzieję, że spokojnie, nie kontrolowana przez nikogo, nie nagabywana, nie przeganiana do łózka poserfuję po necie. Mam zaległości w czytaniu blogów, liczyłam na to, że nadrobię, poszperam tu i uwdzie...ale jak to zrobić, kiedy ma się wstać o 5.30 !!! Okropna pora. Teraz dochodzi 23.00, zostało mi ponad 6 godz. snu. Przecież nie zasnę tak wcześnie. Niestety, nie da się "sowy" przerobić na "rannego ptaszka". A kto mnie jutro obudzi?!



 Nic

Jakie to dziwne
tak bolało
nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic

      Jan Twardowski

 
1 , 2 , 3 , 4
Customize.org