CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
wtorek, 22 maja 2007
"Żyjemy w świecie pozorów, więc pozorujemy, że żyjemy"

Piszę tę notkę, bo nie chciałabym, aby ktoś pomyślał, ze jest to kolejny porzucony blog. Nie porzucam go, lecz niestety nie będę w stanie w nim pisać. Nie wiem ile to będzie trwało. Czy tydzień, czy dwa , czy miesiąc, a może dłużej. Na pewno będę chciała powróci do pisania, lecz nie na wszystko ma się wpływ.  Trzeba pogodzić się z rzeczywistością i czekać na kolejną swoją szansę. No...kurcze, będzie mi brakowało codziennej lektury Waszych blogów i rozmów komentarzowych. Trzymajcie się, powodzenia ! I nie myślcie, że macie z głowy irytka;)
poniedziałek, 21 maja 2007

...Nad ranem wczoraj z Krakowa dzwonił
O łzy nie pytał - nie pytał o nic
Bukiet konwalii z pocałunkami
Byle nie pytać co między nami

Smagnięciem bólu i warg zachwytem
Odkryciem powiek, kiedy zakryte
Tym jest, tym jest, ma miła, miłość

Brakiem oddechu na górskim szczycie
I najszczęśliwszym ze wszystkich życiem
Tym jest, tym jest, ma miła, miłość...

/Zbigniew Książek/

Dostałam dzisiaj bukiet konwalii, są śliczne, ale nie pachną. To znaczy pachną, ale nie rozsiewają zapachu. Czuję go, gdy wsadzę nos w kwiaty, a przecież zawsze w całym pomieszczeniu, w którym stały konwalie, unosił się ich słodki aromat. Czy zapachy też przyjdzie nam wspominać?
niedziela, 20 maja 2007
Czasy, w których źle jest widziane przyznawanie się do wysiłku. Czasy, które wymagają bycia stale w formie, z uśmiechem na ustach. Wszystko z lekkością i łatwością. Można narzekać, o...to wolno, to jest pewną normą, ale przecież narzeka się na warunki zewnętrzne, a nie na własne możliwości. Tak naprawdę, to wszyscy są Syzyfami. Toczą z mozołem kamień pod górę. Swoje przeciwności losu. Jedni walczą o utrzymanie się przy życiu, drudzy z nałogami, jeszcze inni o zapewnienie godziwej egzystencji sobie i rodzinie. Różne są ciężary i różnie rozkładają się siły. Dalczego o tym mówię? Może dlatego, że czuję się dziś przytłoczona, coraz bardziej odczuwam ciężar swojego kamienia...A jeśli nie utrzymam go, czy znajdę w sobie tyle hartu i woli, aby zacząć jeszcze raz? Wzloty i upadki z uśmiechem na ustach.
A teraz czekam na razy za nie dotrzymanie obietnicy, że nie będę smęcić na blogu;)

sobota, 19 maja 2007

Znowu

Znowu przyszła do mnie samotność
choć myślałem że przycichła w niebie
Mówię do niej:
- Co chcesz jeszcze, idiotko?
A ona:
- Kocham ciebie

Jan Twardowski


 - o, serek ze szczypiorkiem! Pycha...
 - zobaczyłem i pomyślałem...
 - o mnie?
 - o tobie, o tobie...

 

 

piątek, 18 maja 2007
Jeśli zwiedzając zamek, w sieni na parterze turysta natknie się na klęczącą kobietę w ciemnej szacie, to na pewno jest to duch modlącej się Dorotki. Kiedyś tu była kaplica. Dorotka kochała giermka lutnistę, lecz siłą została wydana za starego Szafrańca. Na pomoc przybył kochanek przebrany w zakonny habit. Chciał pomóc dziewczynie w ucieczce. Niestety pojmała ich służba. A że średniowieczne wyroki były okrutne, toteż giermka rozszarpały konie, włócząc go po górach, a Dorotka dokończyła żywota w wieży zamkowej.
Dziwne rzeczy dzieją się po zapadnięciu zmroku. Czasami można dostrzec, jak na zamkową górę wjeżdżają zakute w zbroję hufce, niczym w dniach świetności i chwały. Słychać tętent koni jadących przez zwodzony most i nagle w mgle rozwiewa się wszystko. Nocami natomiast dochodzą odgłosy uderzania kilofem w ścianę, słychać kroki w zamkowych pomieszczeniach. Mnie niestety nikt się nie pokazał, może to przez upał jaki wtedy panował. Obecnie na zamku znajduje się oddział muzeum wawelskiego. Najbardziej zainteresował mnie zbiór średniowiecznych i późniejszych klamek oraz zamków do drzwi i kredensów. W owych czasach każde wieko, każde drzwiczki miały swój zamek i klucz. Nie byle jakiego rozmiaru! Tam dopiero zrozumiałam, jaką wysoką pozycją musiał się cieszyć klucznik. A i sił musiał mieć sporo;)
Duchy mnie nie zaszczyciły swoją obecnością, jednak przeżyłam przygodę mrożącą krew w żyłach, kiedy to wspinając się ścieżką, musiałam przejść obok rosnącego przy niej drzewa. Na wysokości ok. 1 metra nad ziemią uwiły w nim sobie gniazdko szerszenie. Pomimo upału były bardzo ruchliwe. Oczywiście okazało się później, że do zamku można było iść inną, wygodniejszą drogą:)



            Zamkowe tarasy - ogród w stylu włoskim
czwartek, 17 maja 2007
To najbardziej nawiedzony z zamków. Wprost roi się tam od duchów. Tak się rozbestwiły, że nie zważają na porę. Można je spotkać zarówno w noc, jak i w dzień. Pieskowa Skała nie ma nic wspólnego z pieskami. To od imienia pierwszego właściciela, Piotra z rodu Szafrańców, został tak nazwany zamek i okolica. Piotr, w ówczesnych czasach Pieszko. A od Pieszka do Pieska bliziutko i tak już zostało. Budowlę murowaną kazał wznieść Kazimierz Wielki. Na wysokiej i stromej skale, tuż obok słynnej Maczugi Herkulesa strzegła szlaku handlowego z Krakowa do Wrocławia. Ród Szafrańców był potężny i za swe zasługi (poparcie dla kandydatury Jadwigi na tron polski, mężna postawa w bitwie pod Grunwaldem, pożyczki finansowe udzielane królom) cieszył się wielką łaską na dworze królewskim. Jeden z tegoż rodu ożeniony z faworytą Zygmunta Starego rozbudował zamek, zmieniając go w jedną z najpiękniejszych rezydencji w tej części Europy. Dorównywał wspaniałością Wawelowi, zresztą krużganki ma wzorowane na wawelskich. Niestety, jak to w rodzinach bywa i w tej pojawiła się „czarna owca”. Krzysztof, bo tak mu było na imię, miał hobby: alchemię i zbójowanie. Napadał na czele bandy na kupców. Grabił ich i mordował. Miał też bardziej finezyjny sposób. Zapraszał do zamku, a tam w komnatach pod nieszczęśnikami otwierała się zapadnia w podłodze. Resztę łatwo sobie wyobrazić, odległość była odpowiednia, podłoże skaliste. Kres przyszedł i na gospodarza. Król dosyć miał tych ekscesów, kazał pojmać rozbójnika i ściąć mu głowę. Kat wyrok wykonał pod Basztą Sandomierską na Wawelu. Warchoł i pieniacz za życia, po śmierci krąży jako bezgłowy upiór po korytarzach i dziedzińcu swej posiadłości.
Duchów jest tam taki dostatek, że w tej notce już się z nimi nie uporam. Maczuga Herkulesa nie należy do zamku, ale stoi obok niego i warto wiedzieć skąd się tam wzięła.
Było to tak…Krakus składając bogom w ofierze broń, którą zabił smoka wawelskiego, wbił tu swoją maczugę. Wrosła ona w ziemię i okryła się skałą. (hmm…a co z szewczykiem i barankiem nafaszerowanym siarką?) ;)   C.D.N.



                      Zamek w Pieskowej Skale
środa, 16 maja 2007
To dla rozchmurzenia wszystkich, szczególnie Margi. Pogoda dziś nas nie rozpieszcza, kłopoty i zmartwienia przytałczają. A co się będziemy smucić i martwić, czy to coś zmieni? No to pioseneczka:)))

                                 BANDA
Precz smutki, niech zginą, wspomnienia niechaj płyną.
Obsiądźmy ogień wkoło, z piosenką wesołą.
Uśmiechnij się jasno, wnet wszystkie smutki zgasną.
Podajmy sobie ręce, w piosence, piosence.
Bo w naszej ferajnie przyjęte jest, zabawić się fajnie i śpiewać też.
Bo w tym jest właśnie cała rzecz, że wszystkie smutki idą precz.

Ref.
Bando, bando rozstania nadszedł już czas.
Bando, bando na zawsze złączyłaś nas.
Bando, bando bez ciebie smutno i źle.
Pożegnanie to nie dla nas; o nie!
Jurto znów spotkamy się. :)))
 
1 , 2 , 3 , 4
Customize.org