CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
Przed chwilą napisałam komuś, że nie chce mi się zabierać głosu w poważnej dyskusji. Nie chce mi się przekonywać do swoich racji. Wydaję się sobie wtedy śmieszna. Jaki ma sens dyskusja, która nic nie wnosi, do niczego nie prowadzi, nie ma z niej żadnego pożytku dla nikogo, poza tym, że kilka osób sie nagada.
Pamiętam świetnie te godziny rozmów na różne tematy: polityka, etyka, literatura, film. W ferworze dyskusji rozpalone głowy, rozedrgane dłonie. Tak było w czasach okołomaturalnych, potem też jeszcze, ale do dziś jest mi wstyd za niektóre moje ówczesne przekonania. Wtedy broniłam ich jak niepodległości. Rozważania moralne też wśród nich były. Może pamięć tego, a może różne doświadczenia życiowe każą mi bardziej zważać na to, co mówię i nie uważać się za nieomylną. Z taką samokontrolą trudno brać udział w gorącej rozmowie. Stałam się taka rozważna, czy może rozleniwiłam sie umysłowo, a teraz dorabiam sobie piekną ideologię. Czasami czuję sie rozdarta ( skojarzyła mi się sosna Zeromskiego, to a propos Justki pracy maturalnej;) ), bo tęsknię za tamtą atmosferą, a z drugiej strony wydaje mi się to niepoważne. Muszę porozmawiać z przyjaciółką na ten temat. Ma rzadką umiejętność logicznej argumentacji, a przy tym nigdy mnie nie osądza no i co najważniejsze, podnosi na duchu. Wiele razy dzięki jej słowom udało mi się wyjść z pułapek, w które sama się pakuję.
Obiecałam dalszą część skarg i pochwał z PRLowskiej rzeczywistości. Oto one. Pisownia jest oryginalna.


Skarga z 1979 roku: Złe zachowanie kasjerki. Kasjerka robiła się manikurę w sklepie żywności. Kiedy prosiłam o mleko nic nie odpowiedziała, manikura trwała. Drugi raz prosiłam. Sugerowałam, że to nie miejsce do manikury. Odpowiedziała niegrzecznie i znowu zaczęła z manikurą. Czekam na tłumaczenie z Urzędu Dzielnicowego. Przepraszam, że niedokładnie piszę po polsku - Kay Withers.
Pochwała z 1983 roku: Występuję do dyrekcji Społem, aby obsłudze sklepu przyznać nagrodę, np. imienia Wokulskiego. Nabywałem komplet garnków za 7400 zł. Pan, który mnie obsługiwał, był niezwykle uprzejmy i fachowy, poświęcił mi b. dużo czasu i wspólnie ze mną oglądał aż trzy komplety, żeby dobrać bez wgnieceń i uszkodzeń. Więcej takich sklepów i życie będzie jak w innych krajach - podpis, woj. Zamojskie
Skarga z 1978 roku: Zamiast kawy podano mi w waszym barze cienka lurę - podpis.
Dopisek inspektora nadzoru: Proponuję organizowanie comiesięcznych narad z bufetowymi, które legitymują się negatywnymi wynikami naparów kawowych.
 Skarga z 1988 roku: Odmówiono mi sprzedaży miodu z wystawy (podpis nieczytelny).
Wyjaśnienie kierownika: Miód znajdujący się na wystawie będzie sprzedany po zmianie dekoracji. Jest już sporządzona lista na te towary, ale klient stwierdził, że tyle to on nie będzie czekał.
Skarga z 1985 roku: Nie mogę się doprosić u kierowniczki sklepu, żeby zamawiała biały ser na wagę (ten z Mławy, który kiedyś był). Jeszcze raz więc bardzo proszę, aby był w tym sklepie ser biały na wagę, a nie w kostkach. Niech ja już nie słyszę "nie dostajemy sera na wagę" - podpis.
Wyjaśnienie kierowniczki: Nie dostajemy sera na wagę.
Skarga z 1983 roku: Na wystawie są wystawione rożne sery żółte, ale w sklepie nie ma ich w sprzedaży. Co to za zwyczaj reklamowania towaru, którego nie ma w sklepie. Proszę o wyjaśnienie - podpis.
Wyjaśnienie kierownika: Sklep bierze udział w konkursie. Zrobiono więc wystawy konkursowe, na których umieszczono atrapy towarów. Samych towarów od dłuższego czasu niestety brak w sprzedaży.
niedziela, 29 kwietnia 2007

I znów pełnia. Księżyc rozpoczął swój obchód. Okno mam przed sobą i po prawej stronie. Uwielbiam w nocy leżeć przytulona i obserwować jego wędrówkę. Wydaje mi się taki swojski i przyjazny, może to śmiesznie zabrzmi, ale mam ochotę się do niego uśmiechać i pewnie to robię. Nie zawsze tak było. Dawniej z niechęcią na niego patrzyłam, zasłaniałam okno, gdyż budził mnie w nocy. Czułam niepokój, kiedy świecił mi prosto w twarz. Pewnie zmieniły to przytulenia;)

Stoję w oknie patrzę w miasto
Zegar bije gdzieś dwunastą
Chytrze się uśmiecha do mnie noc
Kładzie do snu czas w zegarze
I otwiera drzwi do marzeń
Myślę, że do gwiazd mam tylko krok
Gdzieś ambulans na sygnale
Gdzieś okrzyki po wystrzale
Cienie tańczą w czarnych oczach bram
Chociaż ciągle stoję w oknie
To wspomnienie tylko po mnie
Bo od dawna już mnie nie ma tam
Popijam księżyc i
Uderza mi
Do głowy tak jak nic
Widzę na niebie nas
Jak Ty i ja
Pływamy w morzu gwiazd
Popijam księżyc i
Uderza mi
Do głowy tak jak nic
Popijam sen i wiem
Że taki układ jest gdzieś
W którym jesteśmy znowu razem
Stoję w oknie patrzę w miasto
Neon mrugnął, potem zasnął
Po ulicach wiatr roznosi kurz
Pies w oddali krótko zawył
Noc w kolorze czarnej kawy
Patrzę, ale już mnie nie ma tu.
              /nie wiem kto
/

sobota, 28 kwietnia 2007

No, to mamy ten długi weekend. Mamy też dwie prognozy pogody: niemiecką i amerykańską. Dla sceptyków - ochłodzenie, możliwe opady deszczu, dla optymistów - ciepło i słonecznie. Oby amerykański optymizm przez te kilka dni u nas zagościł. Już widzę tłumy wycieczek, siedzieć w domu mając tyle wolnego nie sposób. Jedni wybiorą spacery nad morzem, inni zwiedzanie miast (może skuszą się na któryś z opisywanych przeze mnie zamków), a jeszcze inni chodzenie po górach, czy wręcz wspinanie po skałkach. I dla tych śmiałków, a wiem, że wśród nas tacy są, pewna historia;)

Relacja wycieczki:


Podczas jednego z obozów wspinaczkowych w Tatry pojechaliśmy w rejon Morskiego Oka. Dotarliśmy pod ścianę. Nasz instruktor (jako, że byliśmy przygotowani na wyprawę pod każdym względem) zaproponował, żebyśmy sobie strzelili po jednym - "żeby nam się ściana trochę położyła - będzie się lepiej wchodzić". Towarzystwo nie namyślało się długo i zaczęło "kłaść ściany" dosyć intensywnie. Z czasem flaszki zaczęły topnieć jedna po drugiej i skończyło się na kompletnym upoju. Gdy grupa ocknęła się równo ze świtem, zauważyli, że brakuje wśród nich prowodyra libacji - Instruktora...


I tutaj następuje wersja GOPR-owców:

- "Zapieprzamy gazikiem, wyjeżdżamy zza zakrętu a tu jakiś facet na środku drogi idzie na czworaka, wbija haki w asfalt i asekuruje się liną."


Życzmy sobie, aby przez te wszystkie weekendowe dni ściany niezbyt nam się pochylały, a może w ogóle ich nie kładźmy? ;)


 

Jest to dobra pora na nastrojową muzykę. Myślę, że znalazłam coś odpowiedniego. Tango argentyńskie. Uwielbiam go tańczyć, a jeszcze bardziej oglądać w wykonaniu zawodowych tancerzy. Jest już po północy, jeśli ktoś zabłądzi przypadkiem tutaj, to może zechce również wysłuchać:)


Get this widget | Track details | eSnips Social DNA
piątek, 27 kwietnia 2007
Gdy ponad tydzień temu zobaczyłam się na początku dziewiątej setki TOP 1000, nie omieszkałam rozgłosić tego na prawo i lewo. Chodziłam dumna jak paw. Na 130 tyś. dziewiąta setka! Dobra nasza - pomyślałam w duchu. - Czas piąć się w górę. Przed sobą, w bezpiecznej odległości miałam blox matematyczny (nie przepadam za tą dziedziną wiedzy). Codziennie przesuwałam się o kilka pozycji do przodu i tak pozostawiając matematycznego w tyle, wkroczyłam do ósmej setki. Krok po kroczku, ze strzałeczką w górę, wszystko ok. znaczy się rozwijam. Pod koniec tygodnia trochę się zmartwiłam, bo statystyki wykazały spadek odwiedzin w stosunku do ubiegłego o 20 osób. A tam, 20 osób, może nie zauważą, może inni też mają mniej, a poza tym przecież strzałeczka nadal skierowana jest w górę. W poniedziałek sprawdzam z wypiekami i co?!!! Irytek w dziesiątej setce! Z ósmej do dziesiątej?! I na dodatek strzałka w dół...co tu ukrywać, poczułam się jak gladiator, który przed chwilą ujrzał paluch skierowany nie tam, gdzie by pragnął. Przybita i pobita... Ale zaraz, zaraz...a "matematyczny"? Co z nim? Znalazłam go, a jakże... w siódmej setce...
Noo, tego jeszcze nie było, nagle tylu miłośników matematyki się pojawiło?! Akurat! Naród, co to ponoć nie ma talentów do nauk ścisłych, a tu taki rozstrzał...o kilkaset miejsc! Już w to wierzę...ech, różne mściwe myśli mnie nachodziły. W końcu dojrzałam do decyzji, zajrzę tam! Muszę sprawdzić, co w nim takiego jest? Zajrzałam...i zostałam na dłużej. I wiem, że będę go odwiedzać. Mało tego, mogę nawet zareklamować,
matematyczny.blox.pl  Zaglądnijcie tam, bo warto.
Oj Irytku, i po co ci to było? Teraz się wstydzisz, że uległaś słabościom. Nigdy więcej nie poddawaj się presji rankingów. Daj sobie z nimi spokój, masz kocurka, róbcie swoje.
czwartek, 26 kwietnia 2007
Dopięłam swego, wdrapałam się po skalnej ścieżce, ducha nie wyzionęłam, choć z obawą myślałam o czekającym mnie powrocie. Nie był to koniec wspinaczki, koniecznie trzeba było wejść na jedną z trzech wież i pozachwycać się pięknymi widokami ziemi świętokrzyskiej. Zagladając później w różne zakamarki riun, dostrzegłam bramkę, a za nią łagodną powrotną drogę. To nic, że była zamknięta na kłódkę, jeśli jest kłódka, to i musi być ktoś z kluczem do niej. W pierwszej chwili byłam wściekła na takie porządki, bo jakże to tak zmuszać turystów do wdrapywania się po niebezpiecznej ścieżce, jak tu taka piękna droga się marnuje. Potem dopiero dotarło do mnie, że przecież tajemniczego czarnego jeźdźca można spotkać tylko na stromym podejściu. Tak w ogóle to turyści mają błędne wyobrażenie o godzinach, w których pokazują się zamkowe duchy. Są oczywiście takie, które przed północą nie wyjdą na mury, ale szara godzina, kiedy zapada zmrok, też wchodzi w rachubę. Od zachodu po świtanie, kiedy zaczynają piać koguty. Zjawa nie wyjdzie tylko wtedy, gdy mógłby ją zdradzić brak cienia. Kim może być ów chęciński jeździec? Częściej jest tylko słyszany niż widziany. Słychać parskanie, rżenie ogiera i tętent ciężko podkutego konia, jakich dosiadali rycerze. Możliwe, że jest to Bolko z rodu Nałęczów. Podczas zjazdów rycerskich odbywały się turnieje. Na jednym z nich przegrany Bolko zwabił rywala w zasadzkę i zamordował podstępnie. Teraz za to pokutuje. Jeśli to nie on, to może posłaniec królewski spod Płowców. Przebieg bitwy źle nam wróżył, toteż niektórzy rycerze z pola umykali i wieść o klęsce nieśli (wśród nich królewicz Kazimierz!). Ostatecznie jednak nam zwycięstwo przypadło i aby powstrzymać ucieczkę całego dworu na Węgry, Łokietek wysłał jeźdźca z wieściami do Chęcin. Ten po dniu i nocy jazdy wyczerpany dotarł do bram zamku. Koń padł z wycieńczenia, a rycerz zmarł z ran. Pochowano ich razem, choć to pogński był zwyczaj. Kolejnym kandydatem na tajemniczego jeźdźca jest jeden z krzyżackich jeńców spod Grunwaldu. Nie dotrzymał rycerskiego słowa, że nie będzie próbował uciekać. Na co liczył? Może na to, że strażnicy ręczyli swoją głową, że z jego głowy włos nie spadnie. Cóż, przeliczył się i padł przeszyty strzałą. Tak więc jest wielu kandydatów na potępieńców.
Jeśli kiedy o zmierzchu w Chęcinach ktoś zobaczy świecące punkciki, niech nie da się nabrać na świętojańskie robaczki. To sama Bona i jej zaufany stróż skarbu, dopatrują swego zamku i włości. Ten to stróż widywany jest podobno na murach owinięty w biały wełniany płaszcz, przez co mylnie uchodzi za Białą Damę.
Mnie niestety nie było dane usłyszeć cwału tajemniczego jeźdźca, być może dlatego, że postawiłam na swoim, odnalazłam właściciela klucza od kłódki i zeszłam z Zamkowej Góry łagodnym zboczem.


       
                    Fragment zamkowych ruin                       
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Customize.org