CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
niedziela, 31 grudnia 2006

SZCZĘŚLIWEGO  NOWEGO  ROKU !!!

  

 

Nadchodzący Nowy Rok to nie tylko okres radości,

ale również zadumy nad tym, co minęło i nad tym

 co nas czeka.  

Tak więc dużo optymizmu

 i wiary w szczęśliwe jutro życzy Irytek.

sobota, 30 grudnia 2006
Dziwne to uczucie, kiedy nocą zdajesz sobie sprawę, że w tym momencie ktoś z pętlą na szyi czeka na wykonanie wyroku. Koło ciebie choinka, a tam czekająca śmierć i pewno strach. W samotności trudno być bohaterem, odgrywać męczennika. Która była godzina w Bagdadzie? Nie wiem. Zastanawiam się, jak dzisiaj wyglądałaby "Norymberga". Czy wogóle taki proces byłby możliwy? Jakie by zapadły wyroki? Nie słyszałam, aby ktoś kwestionował tamte egzekucje. Czy to jest tylko kwestia ilości ofiar i czyje to są ofiary?
Lubię nocą, gdy wszyscy śpią, słuchać muzyki, czytać książki. Lubię też rozmyślać. Nie niepokojona przez nikogo mogę rozpamiętywać i analizować najciekawsze momenty dnia. Tej nocy wczytałam sie w poezję Janiny Brzostowskiej. Kilka tygodni temu, przeglądając swoją biblioteczkę, natknęłam się na jej tomik. Przypomniałam sobie wiersze, które ostatnio czytałam kilka lat temu. Spodobały mi się. Odkryłam je na nowo. Podoba mi się to, że pięknie pisze nawet o mijającej miłości. Nie ma w jej wierszach rozżalenia, oskarżania, goryczy, pretensji. Jest łagodność i ciepło. Uczucia, które się czuje, żegnając kogoś bliskiego.

Ofelia

Przyzwyczajam się
do nieczekania.
Do samotnego
przemijania.
Do dnia bez ciebie
do niczego się niespodziewania.

Przyzwyczajam się
że nie istniejesz
w zasięgu moich ramion.
Że się pochyliłeś ku ziemi
że się stajesz ślepy i niemy
w nieprzytomnej swojej rozpaczy.

Rozstania nie pojmujesz.
Zbliżasz się i całujesz
niepewny
przerażony.
A ja o krok od ciebie
miłość naszą
jak skowronka grzebię
w ciepłej wiosennej
ziemi.
czwartek, 28 grudnia 2006

Mając sporo wolnego czasu, zasiadłam przed telewizorem. W mnogości programów najciekawszy wydawał się "Magazyn Łowiecki" (!) Przybrałam wygodną pozycję, pewna, że za chwilę i tak myślami znajdę się poza terenem polowań. Tym razem uwagę moją przykuły słowa, co do których musiałam się upewnić, czy aby się nie przesłyszałam. Ale nie! Ni mniej ni więcej, z ekranu płynął apel myśliwych, organizacji ekologicznych i innych podobnego typu. Apel do kobiet, aby wprowadziły modę na noszenie futer z lisów. Istnienie wielu gatunków w naszych rękach! Lisy tak się rozmnożyły, że zachwiało to równowagą w przyrodzie. A dlaczego tak się stało? A dlatego, że w myśliwskim światku panuje moda na strzelanie do skowronków i innych drobiazgów. Jakież to męskie...Tym sposobem, tak gruby zwierz jak lisek chytrusek, rozpanoszył się i konsumuje z apetytem inne gatunki. Gdyby każdy myśliwy zechciał zastrzelic dodatkowo jednego rudzielca, to ubyłoby ich ok. 100 tyś. i w ten sposób zagłada gatunkom z jego łańcucha pokarmowego by nie zagrażała. Niestety np. w Polsce nie bierze się lisów na muszkę z powodów tradycji, iż ubitą zwierzynę należy wykorzystać. Dzika się upiecze, z zająca zrobi pasztet, ptactwo oskubie. A co z liskami? Liski wrzuca się do dołu i zakopuje! W całości. Tyle futer!!! Drogie panie, myślę, że możemy się poświęcić. Co tam poświęcić, to jest naszym obowiązkiem! Idąc tym tokiem myślenia, widzę wielkie promocje w sklepach. Akcje im towarzyszące i te atakujące zewsząd hasła: "Nie czekaj na jutro, już dziś stać cię na futro!", "Nie potrzebna ci polisa, by dać lubej futro z lisa". A obrońcy zwierząt oblewają farbą sztuczne sierściuchy. Oczywiście to wszystko w szczytnym celu;)

 

środa, 27 grudnia 2006

Dlaczego ja jeszcze nie śpię? Pora byłaby juz odpowiednia. Jednak zamiast smacznie spać, słucham muzyki. Czy "Sułtani swingu" są najlepszym sposobem na sen? Na pewno nie! Raczej na zrzucenie świątecznych kilogramów. Czyż można obojętnie siedzieć przy takich dźwiękach?

Dire Straits "Sultans of Swing"

wtorek, 26 grudnia 2006

Drugi świąteczny dzień mija. Każdy powinien odczuwać przesyt potraw, w szczególności słodkich wypieków. Tyle ich zdążyło się zjeść we własnym domu, czy w czasie wizyt u bliskich. Zazwyczaj ciasta leżą jeszcze długo po świętach, nikogo nie nęcąc. Zazwyczaj. Niestety, okres świąteczny jeszcze trwa, a u mnie po słodkościach jest już tylko wspomnienie. Nie licząc resztek torcika owocowego z galaretką, wszystko zjedzone. Pod pretekstem, że "może ktoś przyjdzie";), zabrałam się do robienia tortu.

W warunkach niemalże spartańskich (resztki produktów), wyszedł tort karmelowo migdałowy z polewą czekoladową.

  

poniedziałek, 25 grudnia 2006

Tradycji stało się zadość. Jak co roku, gdy przyszło ubierać choinkę, okazało się, że lampki z ubiegłego roku nie świecą. A wszystko, co można zrobić, to kupić nowe. To, że w moim domu drzewko przystraja się w ostatniej chwili i czas naglił, nikogo nie deprymowało. Coroczny rytuał, czyli bieganie po sklepach, musiał się odbyć. Kolejki, tłumy, to żaden problem. Problemem był rodzaj lampek. Rodzina podzieliła się na zwolenników kolorowych i białych. Na migających i nie. Zwyciężyła moja opcja! (co widać na zdjęciu). Przegrani pocieszają się, że w przyszłym sezonie będą "górą". Zadziwiajace jest to, iż po rozebraniu choinki wszystko jest sprawne, a żaróweczki świecą. W dobrej kondycji spokojnie leżą sobie na strychu, czekając na kolejne święta. Dopiero przy ponownej próbie założenia, odmawiają posłuszeństwa:) Z wszystkim na szczęście zdążyliśmy. Wigilia z dwunastu potraw (liczba lekko naciągnięta;) )Podobno im więcej się ich zje, tym więcej będzie radości w nadchodzącym roku, toteż przejadłam się nieco. W końcu szczęściu należy pomagać;) Z Wigilii w pierwszy dzień świąt przeszłam łagodnie, kładąc się spać o 4.00 nad ranem.

A oto moja choineczka. Zdjecie jest słabej jakości, gdyż robione komórką.

  

 
1 , 2 , 3
Customize.org