CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
wtorek, 25 listopada 2008
Nawet wykluczające się pojęcia potrafimy połączyć dla rymu do "tani" :)

piątek, 21 listopada 2008
Wczoraj rzucaliśmy palenie, był to dzien, którego nie mogłam obchodzić. Wiadomo, każdy ma w swym życiu etap popełniania głupstw. Pod wpływem kogoś, czy własnej głupawki robi się rzeczy mało pochlebne. Mnie ten czas dopadł w V klasie podstawówki. Wszystko odbyło się standardowo: starsza koleżanka, ustronne miejsce no i paczka papierosów bez filtrów (czasy komuny). Koleżaknka była doświadczona, ja chętna. Zabrakło odwagi, za to wyobraźni było aż za wiele. Początek już był niefortunny, bo dym z papierosa zniechęcająco zatykał me nozdrza. Do tego doszła straszna wizja peta tkwiącego pod nosem, w bliskości gwarantującej przypalenie go. I tak oto moje tchórzostwo położyło się cieniem na całe dalsze życie. A tak, nie mogłam w chwilach wzburzenia, konsternacji, zdenerwowania, silnych emocji dopomóc sobie zapaleniem papierosa. Nie mogłam zająć nimi rąk w chwilach, gdy nie wiadomo było do czego służą. A i nie było mi dane spełnić wizji piątoklasistki, aby w przyszłosci założyć nogę na nogę, trzymać w palcach długiego papierosa i powłóczystym, przymglonym, osnutym dymem spojrzeniem patrzeć na mężczyzn z góry;) Niestety, rekwizytu zabrakło. Swoją drogą, skąd ja czerpałam wzorce w tamtych czasach?:) Długo by zliczać, co mnie ominęło. O ceremonii rzucania co kilka lat palenia nie wspomnę, kiedy to jest się osobą specjalnej troski w rodzinie:)
Wczorajszy dzień był moim tylko połowicznie, bo jako bierny palacz, to hohoho!, doświadczeń mam bez liku, ale to może już innym razem:)


Dziś z okazji Dnia Zyczliwości i Pozdrowień serdecznie wszystkich pozdrawiam:))
czwartek, 20 listopada 2008
Wczoraj podobno był dzień toalet miejskich. Czy międzynarodowy, nie powiem, bo nie mam informacji;) Bardzo mnie ciekawi jakżesz to święcono w tym dniu. Może otworzyły swe podwoje także w nocy, a może usługa była darmowa, lub full wypas z pachnącym papierem w pachnącym pomieszczeniu zrobionym na błysk? A może po prostu zorganizowano kwestę na rzecz owych przybytków? Co by to nie było, nic mnie już nie zaskoczy, ani nie zdziwi. Dzisiaj obchodzimy dzień rzucania palenia, ale o tym jutro, bo wdarło się opóźnienie spowodowane jesiennym spowolnieniem myślowym;)

środa, 19 listopada 2008
W okół jest ponuro i przygnębiająco, nad głową wisi miecz Damoklesa przebrany w postać zimy. Nosy spuszczone na kwintę, psychika dołuje, jakby człowiek był na półmetku nocy polarnej. Trzba się ratować. Jedyna kuracja to pogodne teksty, ksiązki, filmy. Z dala omijamy horrory, kroniki wypadków i melodramaty. W takie szczególne dni mamy dyspensę na literaturę niższego lotu (obowiązkowo z dobrym zakończeniem!), na dowcipy o blondynkach i głupawe żarty. 

Na początek dowcip znaleziony w nocy:)

Wszedł facet do kwiaciarni i mówi, że chce kupić jakieś kwiaty.
Ekspedientka:
- Oczywiście, a jakie ma pan na mysli?
- No sam nie wiem...
- Hmmm...no to pozwoli pan, że pomogę. Co konkretnie
pan przeskrobał?

Cóż za profesjonalizacja usług:)
wtorek, 18 listopada 2008

 MODLITWA CODZIENNA 

Dobry Boże!
Przez cały dzisiejszy dzień
postępuję tak, jak należy:
nie złościłem się.
nie byłem chciwy, samolubny,
zazdrosny ani uszczypliwy.
Nic jeszcze nie wypiłem,
ani nie fajczyłem.
Nawet ani razu dziś nie skłamałem.

Jestem Ci za to bardzo wdzięczny.

Ale, Drogi Boże,
za chwilę zamierzam wstać z łóżka
I od tej pory bardzo będę potrzebował
Twojej pomocy. 

środa, 12 listopada 2008
Mój stosunek do zimy może się wydawać dziwaczny. Nigdy, nawet w dzieciństwie lepienie baławana nie wydawało się zajęciem przyjemnym. Jak można czerpać zadowolenie z czegoś, co powoduje, że ręce są zgrabiałe z zimna, rękawiczki przemoczone, a do domu daleko. Jazda na sankach, była koniecznością. Starsze rodzeństwo ciągnęło mnie z sobą, a ja wlokłam się jak skazaniec. W wieku kilku lat oceniłam, że skórka nie jest warta za wyprawę i trzeba być głupcem, żeby wdrapywać się mozolnie z ciężkimi sankami pod górę, dla kilku chwil jazdy. Zresztą z powodu tłoku jazda najczęściej kończyła się w zaspie, czego nawet wtedy nie nazywałam atrakcją.
Niechęć do zimy pozostała. Nie czekam na święta ze śniegiem, nawet gdyby były bez wiatru. Najlepszą zimą dla mnie jest brak zimy;)
piątek, 07 listopada 2008
Notki zrobiły się meteorologiczne, ale cóż taki czas nadszedł. Mówi się -  byle do wiosny, ale ile po drodze jeszcze spraw, hoho! Poczynając od kolejnego długiego weekendu, poprzez święta, epidemie grypy: rzeczywiste i reklamowe, zaspy śnieżne i zadymki, tudzież halne wiatry, aż po roztopy, maź poślizgową i kolejne święta, które nawet nie wiem, jak w tym roku przypadają. Jak na razie zaoszczędzono nam najdłuższego weekendu świata, świąteczno-noworoczno iście królewskiego z królami nie tylko w nazwie;) Jak dotrwać? Jak?

 
1 , 2
Customize.org