CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
sobota, 31 stycznia 2009
Usiadłam przed komputerem, aby robić szablon, ale Majana w komentarzu napisała, że piecze synkowi tort i przypomniały mi się czasy, kiedy to z siostrą byłyśmy specjalistkami w tej dziedzinie. Motorem napędowym była ona, ale jako papużki nierozłączki wszystkie czynności wykonywałyśmy wspólnie. Najlepiej wychodziły nam masy, pychota! Lałyśmy do nich wszelki alkohol, jaki stał w barku: spirytus, rum, arak, czasami poncz, w gorszych chwilach wódkę, lub tylko kawę. Oczywiście nie wszystko na raz;) Do wylizania resztek było więcej chętnych niż misek i mieszadeł z pozostałościami. Aby nie pojawiło się podejrzenie o rodzinę patologiczną, zapewniam, że problemu alkoholowego nie miała. Zresztą trzon rodziny stanowiły kobiety, toteż procentom mówiło się raczej nie, no chyba, że były w torcie:)
I tak wspominkami dorobiłam się kolejnej tęskonoty, tym razem za alkoholizowanym tortem;)
Już ich nie robię, tandem się rozpadł. Spróbowałam jeszcze z niezłym efektem piec tort bezowy, ale zgubiłam gdzieś przepis, poza tym z biegiem czasu zauważyłam, że jakoś szybciej się tyje. Ciekawe dlaczego?;)
czwartek, 29 stycznia 2009

Czuję, że 2009 nie będzie dla mnie rokiem dobrym, czuję to podskórnie. Wpisuję się z odczuciami w ogólnoświatowy minorowy nastrój. Od pierwszych dni stycznia wszystko kontestuję. Skutek jest taki, że przygnębienie rośnie. Nie zajmuję się światowymi problemami, nie, to codzienne sprawy widzę w innym świetle. Bzdurki i głupstewka nagle chcą decydować o mojej kondycji. Próbuję nie poddawać się. Ocho, pewnie już nie jedna osoba zastanawia się, któż robi przykrości biednemu irytkowi. Nic z tego proszę państwa. Mój świat jest mikro. Zaczęło się od jajecznicy (tego Mikołaja w nowy rok, już telewizji odpusciłam). Nagle naszła mnie na nią (na jajecznicę, nie na telewizję) okropna ochota, poczułam ją w nosie i na kubkach smakowych. Dawno nie jedzona z większa siłą domagała się o już i zaraz. - To co, zrobić Ci? Z ilu jajek?. - Z dwóch - odpowiedziałam na pytanie M. - Z kiełbasa? - Acha. - A cebulkę tez chcesz? - Nie, bez - zrezygnowałam, bo co będzie się z krojeniem cebuli zmagał. Do jajecznicy podeszłam jak juror w konkursie kulinarnym. Obwąchałam, pogrzebałam widelcem, spróbowałam po kawałeczku. Nie miała zapachu! Jajka nie pachniały, kiełabasa również jakaś taka bezwonna była. Smak nijaki. Nie na taką miałam ochotę. Marzyła mi się jajecznica zakodowana gdzieś głęboko i dawno:(
Po kilku dniach zobaczyłam M. jedzącego parówkę na zimno. Pomyślałam, że chętnie bym zjadła, ale na gorąco. Smakowała podobnie jak jajecznica, czyli nijak. Nawet z musztardą było coś nie tak. Mogłabym wiele potraw i produktów wymieniać, które nie wrócą już w dawnej postaci, począwszy od rosołu z kury u babci, po pomidory, które bardzo lubię, ale jedząc je, karmię się wspomnieniem dawnego aromatu i smaku. 

środa, 28 stycznia 2009
piątek, 23 stycznia 2009
Przedwczoraj przez przypadek przyłapałam TVP na transmitowaniu Mistrzostw Europy w Jeździe Figurowej na Lodzie. Transmisja, chyba z Helsinek, była na wpół tajna i kryzysowa. Po pierwsze pora była irytkowa, czyli późno wieczorna (nocna), po drugie łyżwiarze tańczyli bez muzyki. Znaczy się, muzyka była, ale niedostępna telewidzowi. Ktoś ją przykręcił. Możliwe, że dla oszczędności, a może przeszkadzała komentatorowi w studio, bo gdy podkręciłam fonię na ful, dało się słyszeć dźwięki, ale gdy zabrał głoś komentator, w całym mieszkaniu dało się słyszeć ryk. Zważywszy na pore dnia, czy nocy, poprzestałam na spektaklu niemym. Na szczęście sprawozdawca mówił do jakiej myzyki jeżdżą. Wczoraj tańczyli soliści, dżwięk był kapeczkę lepszy, już przebijały się co niższe tony. Trochę przypominało to wrażenia, jakie ma się, gdy sąsiad dwa piętra wyżej słucha za głośno muzyki, lub przejeżdża obok nas samochód z kierowcą melomanem, takie charakterystyczne, buch, buch. Nie sprawdzałam programu TV, ale jeśli dziś są kolejne pokazy (może pary taneczne?), to liczę choć na taśmę melodyczną;)
wtorek, 20 stycznia 2009
Ze swą skłonnością do wybrzydzania i wyszukiwania minusów rzuciliśmy się (czyt. dziennikarze i nie tylko) do oceny nowego bolidu F1 BMW Sauber. Choć to niemiecko-szwajcarskie przedsięwzięcie, a my lubujemy się raczej w krytykowaniu własnego podwórka, to jednak obecność Kubicy w teamie BMW dała nam w jakimś skrawku powód do odpowiedzialności i poczucie przynależności do zespołu. Jeśli tak, to trzeba wytknąć brzydotę bolidu, kanciaste kształty, niezdarny wygląd i brak pomysłowości konstruktorów, gdyż prezentowany model nie różni się prawie od znanej nam już hybrydy. 
Przyglądnęłam się uważnie zdjęciom i wielkich różnic nie widzę. Zauważyłam jednak, jak bardzo kolor wpływa na postrzeganie, jak tworzy złudzenie optyczne. I tu rzeczywiście BMW jest w gorszej sytuacji. Kolor biały pokazuje każdy szczegół, można powiedzieć, że bolid Kubicy jest nagi. Ale czy brzydki?

RENAULT
WILLIAMS
BMW
niedziela, 18 stycznia 2009

A tego gifka dostałam od Aniagry na poprawę samopoczucia. Dziękuję, uroczy:)



Jak już jestem przy kocurkach, to dostałam jeszcze jednego, nieco wcześniej od Finetki. To jest choinkowy kot, a raczej choinkowy psotnik:)

piątek, 16 stycznia 2009

Mam nadzieję, że Wańkowicz wybaczy mi posłużenie się tytułem jego książki;)
Pyta mnie Majana w komentarzu, dlaczego nie ma jeszcze nowej notki. Nie będę owijać w bawełnę, jakoś mi się nie chce. Ogarnęły mnie myśli egzystencjonalne, pytam się o sens pisania i innych rzeczy, które robię. Wiszą jako szkice dwa niedokończone wpisy, a ja zastanawiam się w jakim celu miałabym je opublikować. Chyba straciłam chęć i serce do pisania, a zatem i do prowadzenia bloga. Okresowe zniechęcenia do blogowania, zmieniły się w okresowe chęci do napisania czegoś. Jako, że kiedyś obiecałam nie mędzić, toteż kończę to smęcenie.

   Homo

Jestem człowiek
De domo homo
Jaki ja właściwie jestem
Nie wiadomo
Najpierw mały
Potem duży
Potem siwy
Albo łysy
Bo przyroda
Także swoje ma kaprysy

Jeden problem mamy z głowy
I ad acta go odłóżmy
Wniosek z tego prawidłowy:
Jestem różny

Jestem człowiek
De domo homo
Co najbardziej sobie cenię
Nie wiadomo
Urodzenie
Powodzenie
Czy też czyjeś
Zawodzenie
Czy najbardziej sobie cenię
Przyrodzenie

Może ranię czyjąś duszę
Po co jasny obraz mazać
Jestem przecież i jako taki
Muszę się rozmnażać

Jestem człowiek
De domo homo
Czego mi do szczęścia trzeba
Nie wiadomo?
Wiadomo

Nie opuszcza mnie marzenie
Płynie czas, mijają lata
Chciałbym powyrywać nóżki
Wszystkim muszkom świata

Obraz sprawy nieco krzywy
Ale po co bić na alarm
Bardzo chciałbym być szczęśliwy!
I się staram...
                        Jonasz Kofta


 
1 , 2
Customize.org