CZYLI ZACHOWAJ DYSTANS
czwartek, 31 stycznia 2008
Miało być o duchach, ale w taki dzień jak dzisiejszy wygrały pączki. Czyli nie będzie notki, jedynie bebłanie. Zaczęłam jeść je wczoraj. Przyjaciółka przyniosła mi na śniadanie. Fajne, malutkie, na dwa gryzy, jej nie smakowały, nie wiem dlaczego, że niby suche. Ja aż takim smakoszem pączków nie jestem. Ważne, aby była w środku róża. Dziś mam ogromne, z lukrem. Nie przepadam za nim, wolałabym z cukrem pudrem, ale się poświęcę. Którego jem? Hmm...nie mogę się doliczyć, na pewno liczba jest mniejsza, niż mi przypisują.  A tam, co sobie będę żałować, zjem jeszcze jednego...
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Ostatnio politycy obrali sobie porę obiadową na czas konferencji prasowej. Dzisiaj przemówił Olejniczak. Jeszcze mówi, omawia wszystkie problemy rządu, a w szczególności Tuska. Tuskiem jest do tego stopnia przejęty, ze zapytuje, jak spędził weekend, bo na granicy wschodniej wśród TIRów go nie było. Sam Ojejniczak dodał, że on jako jedyny polityk był na pucharze świata (Zakopane!). Zmitygował się nieco i dorzucił, że kilku innych tez jeszcze tam było. Bo przecież żałoba, a tu międzynarodowa impreza (dosyć niejasne kręcenie), więc trzeba. Kurcze, cóż za przykry obowiązek go spotkał, cały weekend w Zakopanem! Cóż za odpowiedzialność wziął na swe ramiona! A gdzie Tusk był w tym czasie?! Pod skocznią na pewno nie, bo by go wytropił Olejniczak. Ujął się przy okazji za biednymi dziennikarzami, którzy są wciągani przez rząd tegoż niedobrego Tuska w różne sprawy i potem muszą o tym pisać.
O propozycji sporządzenia harmonogramu w jakich miesiącach, która grupa zawodowa otrzyma podwyzki, tylko wspomnę, choć właściwie powinno się przemilczeć.
Zastanawiam się, czy specyficzna pora obiadowych konferencji nie jest celowo wybrana. Pełny żołądek spowalnia elektoratowi proces myślenia, łagodzi krytycyzm, usypia zdrowy rozsoądek. W innym przypadku uznam, że biorą nas za idiotów...albo... jest wręcz odwrotnie.
PS W tej chwili czas antenowy przejął Jarosław Kaczynski, który oczywista oczywistość ma nagle receptę na wszystkie problemy...blablabla...
sobota, 26 stycznia 2008

Wędrując po internecie, znajduję różne obrazki. Są takie, których nie da się nie zauważyć. Dzisiaj wybrałam dwa.
Czyż nie wywołują uśmiechu? Poza tym, nieraz mam ochotę postąpić jak Zino (to jej imię;), tylko brakuje mi odwagi;)

 


Z tej owcy to niezła aparatka. Jeszcze ją pokażę:)

czwartek, 24 stycznia 2008
Bardzo przepraszam, jeśli komuś nie odpisałam na maila, albo odpisałam nie na temat, lub dwa razy to samo, a jeszcze gorzej jeśli w ogóle, ale od kiedy poczta często (nie zawsze) dostarcza mi nowe wiadomości z opóźnieniem kilkunastogodzinnym, zaczęłam się gubić, do kogo piszę i kto czeka jeszcze na odpowiedź. Dzisiaj pomyliłam dwie osoby, pisząc do jednej, myślałam o innej. Okolicznością łagodzącą niech będzie również to, że jestem roztrzepańcem od hohoho, a może i dłużej.
Mam też jedną prośbę, jeśli pisze do mnie ktoś, kto ma bloga, to proszę o wpisanie w tekscie jego adresu, aby stał się linkiem. Łatwiej będzi mi trafić do własciciela:)
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Na pierwszy rzut oka ujrzałam psa. Ale pies z koroną? Inna była bajka. Toż żaba, czyli FROG jak pisało pod obrazkiem.



A to Mr FROG

sobota, 19 stycznia 2008
Już jest po trzeciej w nocy, a ja jeszcze nie śpię, właściwie to nawet mi się nie chce. Zresztą i tak bym nie wyleżała długo, bo okropnie szyja i plecy mnie bolą. Kontuzji tej nabawiłam się, siedząc przed komputerem. Ktoś coś do mnie powiedział, ja odwróciłam głowę i tak już zostałam, no nie, teraz mam ją odpowiednio zwróconą, tylko twarzą przed siebie. Inaczej i tak się nie da. Siedzieć trudno, chodzic trudno, a najgorzej boli jak się leży. Co za złośliwość losu, chory przecież powinien doznawać ulgi w pozycji leżącej, a tu jeszcze większe katusze. Czuję, że doznałabym ulgi, gdyby grawitacja na mnie nie działała. O! pounosić się w stanie nieważkości...:) Głowy nie trzeba by dźwigać. Przez tę niedyspozycję dzień miałam bardziej refleksyjny. Mam tyle pomysłów, chciałabym jeszcze tyle rzeczy zrobić, tyle się nauczyć, ze chyba mi życia zabraknie. Mowy nie ma, żeby się wyrobić. Teraz jednak spróbuję połozyć sie w swoim 'madejowym' łożu;)
wtorek, 15 stycznia 2008
Od czego by tu zacząć. Najlepiej zacznę od trudności jakie muszę pokonać, aby w ogóle coś zacząć. Ostatnio częstym widokiem po zalogowaniu się na Bloxa był napis "Bład wewnętrzny serwera". Dzisiaj, wreszcie zobaczyłam przed sobą otwarte podwoje własnego konta, rzuciłam się na odrabianie zaległości, ale jak można cokolwiek nadrobic, kiedy tempo jest tak zawrotne. W czasie przechodzenia ze strony na stronę idę nastawiać wodę na herbatę. To akurat czynność mieszcząca się w czasie. Potem klikam w kolejną stronę i idę zaparzyć herbatkę. Po powrocie i strona otwarta i jest czym popić tablętkę na uspokojenie.
Siadam do pisania notki (nie wiem dlaczego edytor Tiny cośtam nie jest usprawniany, bo to co on wyprawia to koszmar), nauczona doświadczeniem sama pilnuję złmania wersów, aby nie mieć tekstu poza szablonem, ale jako osoba omylna popełniam błędy i właśnie jeden z nich potraktowałam backspajsem, po czym pięknym ciurkiem wykasowało mi trzy linijki. Mogłam tylko patrzeć jak kreseczka przesuwając się samoczynnie, niweczy moją twórczość. Zapewniam, że do herabty niczego nie dolewałam.
Na stronę gazety też coraz rzadziej wchodzę, bo ileż można herbat w ciągu dnia wypić. Za to poczta zaczyna pluć starymi meilami i przesyła mi je na pulpit.
Wyjątkowo złośliwe gnomy zadomowiły się na tym serwerze;-)

 

 
 
1 , 2
Customize.org